poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Elektrotrutka

Po śmierci sąsiadów zamieszkujące u nich szczury poczuły się widać mało komfortowo i przeniosły się okolicznych zabudowań. Do mnie także dotarła gromada przybyszy, która zadomowiła się w budynku gospodarczym. Decyzja była jedna z możliwych – musimy wytruć to towarzystwo. Udałem się do sklepu i nabyłem trutkę. Dowiedziałem się dzięki temu jako towarzyszy jej perfidny mechanizm. Otóż zaczyna ona działać kilka dni po spożyciu. Szczury najpierw wysyłają ochotnika, który ma spróbować nowego jedzenia. Gdy nic mu nie jest zaczyna ucztować reszta towarzystwa. Chodzi o to aby te inteligentne stworzenia nie zauważyły związku między śmiercią danego delikwenta a spożyciem trucizny. Ponoć starożytni nie zauważali związku między seksem a zajściem w ciążę, a wielu pewnie dziś nie zauważa związku między rozdawnictwem publicznych pieniędzy, a dziurą budżetową i nieuchronnym wzrostem podatków. Pewnie nie wszyscy zauważają także związki między otwarciem się na produkty z innych rynków i koniunkturalną kondycją rodzimych firm. Wbrew obiegowej opinii kapitał posiada jednak swe ojczyzny, ale żeby to zrozumieć nie należy rzucać się na nieznane żarcie nawet jak nic nam po nim nie jest przez pierwszych kilka dni.

Ostatnio czytając książkę Richarda Barbrooka „Przyszłości wyobrażenie. Od myślącej maszyny do globalnej wioski” natrafiłem na ciekawą informację na temat twórcy tego pojęcia czyli Marshalla McLuhana. Okazuje się, że ten wizjoner telekomunikacji był głęboko wierzącym człowiekiem, a jego poglądy były raczej odległe od powszechnie przypisywanej mu afirmacji cyfrowym światem. W prywatnej korespondencji miał on nawet określić globalną sieć przyszłości jako narzędzie Szatana, przy pomocy którego opęta on świat i ludzkie umysły:

„Elektroniczne środowiska informatyczne […] stanowią dziś racjonalne przeciwieństwo świata mistyki, bezczelną manifestację antychrysta. Ostatecznie Książę Świata jest bardzo sprytnym elektronikiem.”*

Jak widać Marshall McLuhan zasłużył na miano wizjonera. Chłepczemy z sieci jak szczury trutkę, a tymczasem zmienia ona nieposzerzenie nasze społeczne relacje i nas samych. Czy zdążymy dostrzec fortel? Nawet jak to uczynimy, to jest już za późno. Trucizna trawi nasze wnętrzności a symptomy są dopiero przed nami. Jeszcze chwila a znajdziemy się w niewoli algorytmów, które sparaliżują nas, a potem staniemy się – jak nazywa to Pan Nikt – elementem zbędnym.

Szacuje się dla krajów OECD, że średnio 57% wszystkich miejsc pracy jest zagrożonych automatyzacją. W Polsce według podobnych szacunków automatyzacją zagrożonych jest średnio 40% miejsc pracy. Jeśli popatrzymy na konkretne profesje, to według amerykańskich badań w perspektywie ćwierćwiecza pracę straci 97% bibliotekarzy, 95 % robotników rolnych i około połowa zawodowych kierowców.

Co jeśli w wyniku powszechnie dostępnych i tanich algorytmów w przeciągu najbliższej dekady przedsiębiorcy postanowią zredukować najbardziej znaczący koszt swojej działalności w postaci tych pracowników których da się zastąpić? Jeśli tak się stanie, świat czeka największy problem nie tylko ekonomiczny ale i cywilizacyjny w całej historii. Zmiana stosunków pracy to przecież zmiana kultury, własności i stylu życia całych społeczeństw w wyniku cichej rewolucji, której chyba nie do końca jesteśmy świadomi. Dlaczego ten globalny, długofalowy trend nie jest źródłem powszechnej ogólnospołecznej debaty w naszym kraju, a cyfryzacja we wszystkich odmianach stanowi raczej przyczynek do powszechnej i bezrefleksyjnej afirmacji a nie do rzetelnej refleksji? Można domniemywać, dwa źródła tej powszechnej beztroski. Pierwsze to powszechna świadomość naszej konkurencyjności na rynku pracy opartej na niskich zarobkach. Problem polega na tym, że raz wyprodukowany algorytm nie stanowi już żadnego kosztu. Drugi powód to dobiegające do nas zewsząd informacje o braku rąk do pracy. Ten drugi powód niestety paradoksalnie w dalszej perspektywie przyczyni się do jeszcze bardziej ochoczej i powszechnej automatyzacji produkcji i usług.

 

*Cytat ten pochodzi z listu do Jacques’a Maritaina z 6 maja 1969 r.

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Z kamerą wśród zwierząt

Z nieznanych mi bliżej przyczyn w nocy opanowała mnie bezsenność. Z reguły zasypiam gdy tylko dotknę głową poduszki, a tu nagle taka niespodzianka. Co robić gdy wszyscy domownicy śpią słodko a ty przewracasz się z boku na bok? Najlepiej włączyć telewizor i założyć na uszy słuchawki. Tak też uczyniłem i o dziwo odkryłem nieznane mi wcześniej światy. Oto jakiś pan ogląda genitalia pań stojących w gablotach i wybiera te które mu się podobają najbardziej. Potem gdy pani jest już w pełnej okazałości on także się rozbiera. Finałem jest to że idą do knajpy. Na innym kanale jakieś zmutowane kobiety z sylikonem wszędzie gdzie się da i z tatuażami na szyi z trudem potrafią się wysłowić. Na kolejnym kanale grupa młodych ludzi mieszka razem, chleje i spółkuje z radością opowiadając co zaszło w ich życiu. Mówią o romansach, wieczorkach taneczno – bokserskich i wymiotach mając wyraźny problem z dobraniem właściwego słownictwa. Jedni zamknięci w gablotach, drudzy w domach, a jeszcze inni w klatkach swych ograniczeń. Wszystko to przypomina do złudzenia klasyczny już program państwa Gucwińskich, którzy pokazywali zwierzaki zamknięte we wrocławskim zoo. Generalnie, co trzeba mieć w głowie aby zgłosić się do któregoś z tych programów? Odnoszę wrażenie, że na naszych oczach powstaje nowy rodzaj człowieka radzieckiego. Przypominają oni rasę elojów z Wehikułu Czasu Wellsa: ludzi nawet nieświadomych swej marności.

Przez chwilę poczułem się niczym główny bohater tej powieści. Jakbym przełożył wajchę i znalazł się w zupełnie innym świecie. Pytanie: co nas czeka za chwilę i czym nas jeszcze jest w stanie zaskoczyć świat medialnej progresji?

niedziela, 22 sierpnia 2021

Suma wszystkich strachów

Istnieje taki całkiem niegroźny ale podobny do morderczego dusiciela wąż, który gdy poczuje głód wspina się na drzewo i wypatruje małej małpki, która na chwilę pozostała bez opieki i siedzi na gałęzi z której nie może uciec. Wtedy ów wąż zaczyna swój spektakl. Tak skrada się do małpki, że tak dosłownie umiera z przerażenia. Jej serce nie wytrzymuje i spada martwa z gałęzi. Wtedy wąż schodzi i spokojnie pożera swą ofiarę, którą zabił strach.
Jak oświadczył dyrektor Generalny WHO Pan Tedros Adhanom, w przewidywanej przyszłości nie będzie już powrotu do normalności takiej jaką znamy. Co miał na myśli? A cholera wie. Z jednej strony mógł mieć na myśli totalny sanitarny zamordyzm, z drugiej zaś strony jego wypowiedź można zaklasyfikować jako banał, bo nigdy już nic nie będzie takie jak było i dwa razy nie wejdzie się do tej samej rzeki. Niejednoznaczność i paradoksy to zresztą coś co towarzyszy nam od początku tego szaleństwa. Pan Tedros Adhanom powiedział też, że szczepionki nie zakończą pandemii. Szczery gość. Pytanie tylko czy ktoś machnie ręką na całą hucpę czy dalej będziemy walczyć z niewidzialnym wrogiem. Oczywiście to drugie. Wiele jest sprzecznych informacji i trudno o ich wiarygodność (to niewątpliwe obok wieloznaczność też cecha wywołującej zamieszanie wojny hybrydowej) ale istnieją źródła, które sugerują, że nowa wersja „straszaka” atakuje głównie osoby zaszczepione. Pojawia się więc pytanie: po co było to całe zamieszanie? Zastraszeni ludzie godzą się na rzeczy, na które nie zgodziliby się nigdy bez strachu. Problem polega na tym, że ludzie przestali się już bać. Za dużo manipulacji, improwizacji i udręki. Gdy dodamy do tego nieubłagane statystyki umieralności, pytanie po co było zatrzymywać gospodarkę? Po co dalej z uporem maniaka w Polsce lansuje się i zmusza do szczepień, kiedy już wiadomo, że jest to droga donikąd? Ludzie nie potrafią uzyskać odpowiedzi na te i inne nurtujące ich pytania więc poza zanikiem lęku zaczynają podchodzić z nieufnością do władzy i jej poczynań jaka by ona nie była. I nie jest to problem wyłącznie polski o czym świadczą liczne demonstracje ludzi pragnących wolności, końca podziałów i przywrócenia podstawowych obywatelskich praw.
No i co począć, gdy płomień strachu przygasa? Należy wydobyć z zakamarków stare nieco zapomniane strachy o dużym potencjale.
Siedzący w górach talibowie pewnie z niedowierzaniem i zdumieniem przecierali oczy widząc jak US Army niemal w panice opusza Afganistan. Tony sprzętu nowoczesnego sprzętu, całe bazy wojskowe, pełne magazyny amunicji i prowiantu. Wszystko to dostało się w ich ręce niemal bez wystrzału. Wytrwałością i uporem pokonali po 20 latach kolejnego agresora. Teraz nie tylko będą mieli władzę, nowoczesną armię ale i praktyczny monopol na handel heroiną. Można odnieść wrażanie, że talibowie wygrali loterię nawet nie kupując losu. Po co więc to wszystko? Spokojnie, to tylko stary straszak. Wszyscy już powiem zapomnieli o ataku na WTC i globalnym terroryzmie, który sprawił, że władzuchna w USA przejęła - jak zwykle chwilowo - kolejne połacie obywatelskiej wolności. Tylko patrzeć jak jakiś „charyzmatyczny przywódca” talibów wypowie niczym Osama Bin Laden wojnę zachodowi, a jej ucieleśnieniem będą zamachy bombowe, wybuchające nad głowami mieszkańców Europy i Ameryki drony. Wtedy znacznie się już nie tylko walka z złowrogim wirusem ale i poszukiwania terrorystów, którzy podobnie jak wirus mogą być „bezobjawowi”. Bo to będzie nowa generacja terrorystów wcale nie wywodzących się z islamskich rodzin. Terrorystą będzie mógł być chłopak z naprzeciwka, czy dostawca pizzy. No i wtedy się zacznie….
Jak ludzie tego nie łykną i się dostatecznie nie przestraszą to wystarczy, że jakiś charyzmatyczny zaproponuje sojusz złowrogiemu Iranowi i dzięki amerykańskiemu sprzętowi oba kraje będą w stanie nie tylko napaść na miłujący pokój i lód palestyński Izrael, ale dzięki temu sojuszowi ruszą z kopyta prace nad irańską broną nuklearną. Tego scenariusza bojownicy o pokój, wolność i demokrację nie będą mogli zdzierżyć. Nie pozostanie wyjścia. Trzeba będzie zaatakować persów, a i Talibów moresu. No a co jak nagle dobrze poinformowani dziennikarze dowiedzą się, że Iran dysponuje jednak „brudną” bombą nuklearną? Wtedy każdy samochód wjeżdżający do miasta nie tylko przywiezie potencjalne terrorystę lub nową mutację patogenu ale szaleńca z bombą mogącą wysadzić cały kwartał Londynu czy Paryża. Ale spokojnie. Władze zrobią wszystko aby zapewnić nam bezpieczeństwo. Masz siedzieć w domu, nie podskakiwać, bo możesz zostać uznany za faceta z atomową walizką. Jak będziesz pokornie wykonywał polecenia nic nie ma prawa Ci się stać. Pamiętaj jednak, że należy być czujnym. Patrz uważnie na szurów, oszołomów i cyklistów bo to potencjalni terroryści i nosiciele wiatropylnego trypla malajskiego, który zmutował na targowisku w Karaczi. I tak w oparach lęków damy ugotować niczym żaba resztki naszej wolności. Pozbawieni własności, godności i do reszty inwigilowani będziemy dziękować systemowi za miskę dobrze zbilansowanej strawy z czegoś o co już nie ośmielimy się zapytać. A gdy zemrzemy nie zdążymy nawet przeprosić matki natury, której przez swój żywot wyrządziliśmy tyle krzywd.
W tym kontekście ostanie słowa umierającego Jana Pawła II „nie lękajcie się” wydają się teraz nabierać zupełnie innego znaczenia. Wyłączmy strach bez względu jakich kolejnych straszaków użyją wężowi kuglarze. Wężowi można i należy rozdeptać głowę. Na to tylko zasłużył.

Zdjęcie pożyczyłem z tej strony  Mam nadzieję, że czcigodne Siostry się nie obrażą. Warto także zerknąć
 

wtorek, 3 sierpnia 2021

Etap prowokacji przed czasem chaosu

Bez niego się nie obejdzie. Według różnych analiz w przeciągu najbliższych lat może zniknąć na trwałe z rynku wiele zawodów i specjalności. Będzie to wynik cyfryzacji na korporacyjną modłę. Algorytmy po prostu będą tańsze i zastąpią ludzi w miejscach gdzie takie zastąpienie będzie możliwe. Pojawia się pytanie: co zrobić z ludzką masą dla której po prostu pracy nie będzie ze względów systemowych, a nadęty sektor usług nie będzie w stanie ich wchłonąć? Być może w tym aspekcie operacja covid jest testem nie tylko substancji zwanych szczepionkami ale także ludzkich zachować w sytuacji ciągłego siedzenia w domach? Jak w jednym z odcinków serialu Black Mirror być może ludzką pracą będzie odchudzanie dzięki któremu dostanie się więcej punktów pozwalających na zakupy w neopewexach? Wszystko jest możliwe tym bardziej, że testowane na nas ideologie przekonują, że żremy za dużo i nawet reklama proszku do prania musi wywoływać wyrzuty sumienia. A być może chodzi o prowokację i sprawdzenie ile ludzie są w stanie znieść?

Przypomniała mi się historia pewnego arabskiego królestwa, które znalazło sposób na werbowanie asasynów. Brano chłopca z ludu, któremu pozwolono zaznać wszelkich rozkoszy na królewskim dworze. Gdy przywykł do luksusów lądował tam skąd wrócił. Po jakimś czasie pojawiał się posłaniec oferując mu zabicie jakiegoś dygnitarza obiecując, że jeśli przeżyje to wróci do „ogrodu rozkoszy już na stałe”. Podobno niewielu odmawiało. Odnoszę wrażenie, że cała masa ludzi zachowuje się dokładnie w taki sposób jak owi zdeprawowani młodzieńcy: nie chcą słyszeć o utracie swej małej stabilizacji dlatego godzą się na strategię gotującej żaby, gdzie niepostrzeżenie odbiera im się wolność czy też ostanie jej strzępy. Człowiek przyszłości bowiem ma być nagi i pozbawiony nie tylko własności ale jakiejkolwiek prywatności. Ale to przyszłość. Na razie wchodzimy w erę chaosu, który jest niezbędny dla wyłonienia się „nowego ładu”. Ludzie zgodzą się na wszystko aby zapanował porządek, a tu proszę bardzo – jest gotowe rozwiązanie ale nie takie jak dawniej – lepsze. Dlatego eksplodują problemy i podziały w przestrzeniach, w których wcześniej nie brano w ogóle pod uwagę. Sposób zaspokajania popędów seksualnych, stosunek do eksperymentów medycznych – wszystko może być kryterium podziału. Trwa też testowanie wszelkich społecznych „racjonalizmów” i nieustająca demoralizacja, która u nas ma swój własny wymiar, bowiem aż strach wieczorem włączyć telewizor aby nie zobaczyć czyichś genitaliów. Do tego jeszcze kabarety i Disco Polo swym debilizmem i prymitywizmem sugerujące, iż ludziom na widowni podają nie koniecznie gaz rozweselający. Słupki nie takie? Niech Kurski wrzuci więcej Zenka. Ale dość dygresji.

Ale prowokacje i podziały mają też doraźny wymiar. Oto Komisja Europejska dwoi się i troi aby obrzydzić życie polskiemu rządowi, a ten niczym niewolnik na plantacji bawełny znosi coraz to nowe upokorzenia. Od narzucenia nam polityki energetycznej, która doprowadzi do katastrofy gospodarczej, po zwinięcie reformy sądownictwa. Pytanie co jeszcze? Gołym okiem widać, że niemieckie imperium postanowiło zrealizować jednak odwieczny plan podboju ziem okolicznych i uczynienia z nich trwałej kolonii. W końcu powiedzą, że tak właściwie to jesteśmy takimi słabiakami, że pieniądze na nie zasługujemy i wtedy podniesie się klangor. W końcu ktoś puści myśl, która do niedawna na salonach od prawa do lewa nie mieściła się w głowie: najlepiej byłoby UE opuścić. Jak na zawołanie pojawi się prawdziwa narodowo – patriotyczna partia złożona z nowych ludzi „bez skazy” i „bez uwikłań”, która zyska powszechne społeczne poparcie tym bardziej, że w sklepach znów będzie tylko pasztetowa. I wtedy jako już tylko o krok do „suwerenności”, która w praktyce oznaczać będzie wejście w Rosyjską strefę wpływów – przynajmniej częściowo. A na poważnie, to jedyne co możemy obecnie czynić, to unikać wszelkich prowokacji i nie dać się wpuścić w chaos. Bo lepiej jest mieć państwo teoretyczne niż nie mieć żadnego choć mała to pociecha.

Czemu tak nas doświadcza los? Co sprawia, że giniemy w bezsensownych powstaniach i że co kilka pokoleń nawiedza nas materialna zagłada lub biologiczna zagłada? Nie wchodząc w geopolityczne rozważania sądzę, że dla „prawdziwej władzy” jesteśmy olbrzymim potencjalnym zagrożeniem przez to, że jesteśmy tacy jacy jesteśmy. Nieco ponad 100 lat temu armia chłopo - robotnicza dopiero co odrodzonego państwa zatrzymała połączenie rewolucji rosyjskiej i niemieckiej przesuwając etap chaosu o 100 lat. Reasumując, siły postępu gnębią nas także w obawie o to, że potencjalnie znów jesteśmy w stanie wywinąć jakiś numer.

 

wtorek, 6 lipca 2021

Obraz z pewnej perspektywy

Pewne obrazy dopiero z perspektywy stają się ostre i układają się w pewną całość.

Wydaje się, że wiosną ubiegłego roku ostatecznie pożegnaliśmy wiek XX, tak jak wraz wybuchem I Wojny Światowej rozpoczął się początek końca XIX-wiecznego ładu. Wieki to rzecz jasna niewiele więcej jak cyfry, ale tak jak przydroże kamienie milowe informują na swój sposób o podróży, tak samo i upływające wieki mówią coś o ludziach i ludzkiej zbiorowości. Bo jeśli wiek XIX był czasem rozwoju przemysłu, transportu i najbardziej skokowego rozwoju nauki w historii ludzkości, o tyle wiek XX był tego rozwoju kwintesencją i ukoronowaniem, bowiem jeśli ludzie z reguły coś wymyślą, to próbują to ekstrapolować na wszelkie dziedziny życia. I tak XIX-wieczna organizacja masowej produkcji i jej automatyzacja przeszły niepostrzeżenie na  XX-wieczną organizację instytucji, a potem na „automatyzację” ludzkich zbiorowości. W przeciwnym razie wiek XX nie stałby się okresem masowej produkcji tak hamburgerów i absolwentów jak i wiekiem masowych systemowych mordów. Jaki zatem będzie ów rozpoczynający się właśnie zgodnie z tradycją o około dwie dekady później  kolejny wiek? Wydaje się, że z XIX-wiecznej automatyzacji technicznej, poprzez XX-wieczną automatyzację społeczną doszliśmy właśnie do XXI-wiecznej masowej automatyzacji człowieka jako jednostki. Z wieku maszyny poprzez wiek organizacji doszliśmy do wieku automatycznej, zbiorowej i indywidualnej blagi. Bowiem o ile w minionym stuleciu blaga raziła ludzi masowo i jednokierunkowo i łatwo było ją wykazać, teraz blaga jest indywidualna, fejsbukowa, sprzeczna i perfidna. Z oszukiwanego czyni nosiciela kłamstwa zakorzenionego tak głęboko, że tworzącego nową fałszywą rzeczywistość. Do jej wytworzenia potrzebny jest poza technicznymi możliwościami jeszcze jeden warunek: brak punktu odniesienia do weryfikacji kłamstwa. Można być święcie przekonanym niczym ludzie radzieccy o tym, że żyją w dobrobycie nie znając świata poza krajem szczęśliwości chłopów i robotników, ale można też nie wiedzieć czym jest dobrobyt, a czym nędza. Świat w którym usiłuje się kwestionować podstawowe pojęcia i nawet płeć staje się czymś relatywnym, pozbawia nas instrumentarium do oceny sytuacji. Jeśli nie powstanie zbiorowe przekonanie, nie nastąpi integracja, a jeśli jej nie będzie nie dojdzie do powstania siły zdolnej do jakiegokolwiek oporu. Proste. Wiek XXI będzie być może czasem, w którym każdy będzie miał swoją własną historię, plejlistę, gust, pogląd. Człowiek XXI-wieku będzie taplać się w papce wyobrażeń i ściem przyprawionych odrobiną prawdy dla uwiarygodnienia chwilowego konstruktu.

Cała nadzieja w tym, że wciąż poszczególne wieki jak i lata numerujemy od narodzin Chrystusa choć być może za chwilę zostanie uznane to za przejaw białej supremacji i każdy będzie mógł mieć swój własny system liczenia lat i dni, o ile samo pojęcie dnia i nocy nie zostanie uznane także za rasistowskie i relatywne.

środa, 5 maja 2021

Niespodzianki życia

Wracam z roboty i wtranżalam coś na ciepło. Żonka markotna.
    - No dobra, jak chcesz to chodź pojedziemy, kupię Ci kolczyki - mówię do żonki niczym Ryszard O. do Aleksandry K..
    - Jedźmy, jedźmy – powiedziała. Dąsy nie wiedzieć z jakiego powodu minęły jakbym chciał kupić jej futro.
    - Kupmy też małej nowy kostium kąpielowy bo dziś idzie na basen na 19.30 - dodała.
No to ładnie. Zapomniałem o basenie czyli wrócimy do domu po 21.00, ale co tam. Dziecko musi sobie popływać, bo czemu by nie po tylu miesiącach siedzenia w domu? Ale najpierw kolczyki.
    - Czym mogę państwu pomóc? - pyta miła ekspedientka.
    - Poproszę tamte z niebieskim oczkiem – mówię. Pani ma minę ambiwalentną czyli z jednej strony jest zadowolona, że bez wysiłku dorwała klienta z drugiej wyraźnie widać, że musiała poczuć się jak sprzedawczyni w mięsnym, gdy ja proszę o pół kilo podwawelskiej.

Wyprawa po kostium i na basen przebiegła bez sensacji. Wracamy. W domu żonka krzyczy po wejściu do łazienki. Okazuje się, że nasz prawie dorosły synek postanowił zmienić swój image i ogolić się na łyso, na kompletną glacę, ale postanowił zrobić to sam przy pomocy tępej maszynki do golenia twarzy. Widać chodziło o grubszy zakład, ale nie wnikam. W wyniku zabiegu wyglądał jak człowiek po chorobie popromiennej. Krwawe fragmenty skóry poprzetykane wyspami włosów. Noc żywych trupów i dziecko z czworaków po ścięciu kołtuna do kwadratu. Przez następną godzinę doprowadzałem jego glacę do ładu. W końcu świeciła się jak u Kojaka lub samego prezesa klubu Tęcza. Na szczęście zaczął wyglądać jak Gurdżijew bez wąsów, a nie jak ofiara wielkiej epidemii tyfusu. Od biedy będzie można mu poowijać głowę szmatami aby wyglądał niczym dziecko z nagonki. A wystarczyło kupić szampon Samson gdzieś w kiosku z mięsem. Idę spać. Zasypiam jakbym napił się jakiejś angielskiej wódy na myszach.

O 5.00 żonka ściąga ze mnie kołdrę i szuka czegoś na prześcieradle.

    - Kolczyk zgubiłam – mówi nerwowo i macha mokrymi włosami nad moją twarzą.
    - Nie mamy pani kolczyka i co pani nam zrobi – odpowiadam jej w myślach po krótkiej lustracji pościeli.
    - Pewnie spadł mi w wannie jak się kąpałam. Na pewno jest w odpływie. Misiu, proszę rozkręć odpływ - powiedziała robiąc przy tym oczy jak Kot w Shreku. Trudno, co robić? Poczułem się ważny i potrzebny niczym D‘Artagnan jadący z misją przywiezienia spinek dla uratowania majestatu królowej. Rozbieram, kręcę i czuję się jak Stach Paluch grzebiący przy wannie u Aleksandry Kozeł. Kolczyka nie ma. Są tylko kłaki z glacy mojej latorośli, która ogolić się jednak pozwolił. W sumie, że dobrze mu się tak stało w łazience, a nie w teatrze, bo jeszcze by więcej tam nie poszedł.
    - O jest mój kolczyk. Zaplątał się w ręcznik. Jak dobrze, że się znalazł - mówi żona, gdy skręcam odpływ od wanny.

W końcu życie stawia przed nami wiele niespodzianek.

***

Wczoraj Sejm przyklepał Krajowy Plan Odbudowy czyli misja wszech czasów, który nie tylko otwiera oczy niedowiarkom ale też powoduje, że my i nasze dzieci stajemy się niemalże własnością lichwiarskiej międzynarodówki. Nasz parlament uczynił to dokładnie w czterdziestą rocznicę premiery "Misia" - arcydzieła Stanisława Barei, składając w ten sposób mu niezamierzony hołd. No cóż, życie stawia przed nami wiele niespodzianek.