sobota, 13 stycznia 2024

Antykruchość – polska specjalność?

„Za mojego życia Polska kilkakroć stanęła na głowie i fiknęła kozła, zapadała się w przepaść lub wznosiła na szczyty megalomanii, tonęła w rozpaczy lub dla odmiany w narkotycznej euforii, zmieniała ludność, terytorium, ustrój, ideały, zapominała o swej historii - albo przeciwnie, upajała się nią do szaleństwa, rzucała się na armaty z patykiem, kiedy indziej zaś wiała co sił przed cieniem wroga na ścianie, słowem robiła, najdziwniejsze rzeczy w tym rzeczywiście bardzo osobliwym punkcie Europy, gdzie państwa, narody, tradycje, elity i środowiska arcy bywają ruchome, dają się tasować i przesuwać jak karty czy fiszki w grze. Ludzie mojego pokolenia widzieli już bardzo rozmaite Polski - ale zawsze mające ze sobą nieuchwytnie wspólnego, tak właśnie, jak mieszanki kolorów i kształtów w kalejdoskopie, ulubionej zabawce mojego dzieciństwa: nie ma tam dwóch jednakowych układów, a jednak wciąż wraca w nich wspólność. Czary, ale całkiem realne!

Na przestrzeni krótkiego czasu więcej tu u nas zmian, odmian, przemian, wymian, zamian niż w niektórych miejscach ziemi przez całe tysiąclecia, a jednak ciągle trwa tutaj ta sama Polska. Na czym to polega? Nie wiem, a raczej nie całkiem wiem, jednakże wiedzą o tym dobrze Polacy rozsiani po całym globie, którzy wędrując z miejsca na miejsce w poszukiwaniu tego, czego nie zgubili, zawsze w końcu tęsknią do tego miejsca mało na pozór określonego i nawet zgrzytając zębami na tutejsze ciągłe, a nader rzadko mądre, zmiany, jednak wciąż marzą o tym, by zawitać choćby na trochę nad ową niezmienną rzekę Wisełkę. Zapomnieli biedacy o owym starym filozofie, co powtarzał, że nie da się wstąpić dwa razy do tej samej rzeki. Ale przynajmniej dobrze, że powtórzyć się to daje...

Co do mnie, to tkwię w tej rzece od lat kilkudziesięciu, do szału doprowadza mnie jej zmienność, więc szukam tego, co niezmienne, boć to w końcu to samo miejsce w przestrzeni. Znaleźć niezmienność w tej zmienności, nieruchomość w ruchomości, trwałość w ciągłej kruchości, to przecież swego rodzaju sztuka. I tu muszę się pochwalić, że mnie się po trochu udała. Przypadek także odegrał tu swą rolę, lecz któż powiedział, że należy się wyrzec pomocy przypadku i że ta pomoc się narodom czy jednostkom nie przysłużyła? Przysłużyła się nie raz i to jeszcze jak! Lepiej nawet niż logika i konsekwencja. […]”

Fragment tekstu Stefana Kisielewskiego pt. „Kalejdoskop nieruchomy czyli polska chata skąpa” stanowiącego wstęp do zbioru „Felietony pod choinkę”, będącego numerem dodatkowym nr VII miesięcznika Res Publica, lipiec 1987 r.