piątek, 28 lipca 2017

Piekło uniwersalne

Wydaje mi się, trochę na C. S. Lewisem (Listy starego diabła do młodego), że piekło przypomina do złudzenia nowoczesną biurokratyczną machinę. Pozorna kurtuazja, uśmiechy i przyjaźnie. A tak naprawdę nakręcająca się spirala rywalizacji. Być może same zwykłe diabły w pojedynkę to jedynie pożałowania godni duchowi wykolejeńcy, który pozwolili sobie na chwilę buntu wobec Boga, a teraz muszą tkwić w sytuacji bez wyjścia?  Być może to zasady funkcjonowania piekła, panujące tam, relacje, wartości, a także wszechobecna kontrola i samokontrola tworzą piekło właściwe? Każdy diabeł bowiem musi udowadniać sobie i innym diabłom, że zasługuje na miejsce w danym piekielnym kręgu. Jeśli będzie mało efektywny spadnie do tego gorszego. I co wtedy powiedzą diabły z sąsiedztwa? Wezmą na języki. A niespłacony kredyt zaciągnięty w szatańskim banku może doprowadzić do utraty własnej diabelskiej dziupli. I co wtedy? Diablica odejdzie i zabierze diablątka... Biedny jest los diabła. Musi więc kolec widłami mocniej i wydajniej, tak aby jego zaangażowanie widziały inne diabły. Musi oszukiwać i prowadzić na manowce skuteczniej niż ubiegłym kwartale. Musi poszukiwać nowych sposobów sparszenia, kuszenia i znajdować nowe kruczki prawne w podkładanym do podpisania durniom cyrografach. 

Być może piekło karmi się więc strachem? Aby zaspokoić rosnące poczucie lęku trzeba także przekazywać go pozostałym diabłom, „pożerać ich”, wpychać w przepaść tak jakby ich ofiara choć na chwilę zaspokoiła nienasyconego demona. Być może szeregowy diabeł w piekle niczym człowiek w biurokratycznej instytucji pogrąża się też w pysze w wyniku czego koncentruje się na sobie samym, co jest początkiem diabolicznego moralnego zepsucia. Nie zdziwiłbym się gdyby diabły niższego szczebla nie były wcale upadłymi aniołami tylko na skutek braku rąk do pracy wyciągniętymi z kotów nieszczęśnikami, dla których zapłatą za ofiarną służbę jest brak cierpień. Ci jednak też muszą bardzo uważać i się starać, bo na miejsce każdego z nich w kotłach czeka wielu chętnych. W końcu w obozach koncentracyjnych wcale nie SSmani dopuszczali się największych draństw. Czynili je kapo – więźniowie, którym dano szansę poczucia się lepszymi. Nie bez kozery więc pycha jest kluczem do wszelkiego zepsucia, a pokora początkiem uświęcenia. 

Nie wiem dlaczego pomyślałem pisząc te słowa o unijnych komisarzach, na których twarzach niczym drzewiej na kierownictwie Politbiura maluje się brak inteligencji i skłonność do nadużywania. Ci muszą być dopiero zakładnikami nie tylko własnej pychy ale także całego urzędniczo - ideologicznego aparatu. Wszyscy bowiem na czele z samymi komisarzami doskonale wiedzą, że nie są w stanie egzystować już poza światem swych urojeń i próżności. Partia dobrała ich w ten sposób, że muszą być wierni i bezrefleksyjnie pleść głupoty tylko po to, aby udowodnić potrzebę swojego istnienia. Iluż takich diabłów poupychano po różnych instytucjach? A wystarczy przestać się lękać i zdać sobie sprawę ze swojej marności, aby porzucić diaboliczny świat. Do tego trzeba mieć jednak odwagę i... sumienie.

czwartek, 27 lipca 2017

Czas pokaże

Książa "Tragedia narodu. Rewolucja rosyjska 1891-1924" autorstwa Orlando Figesa oparta jest na dość ciekawym założeniu, że okres rewolucyjnej zawieruchy miał swe źródło znacznie wcześniej niż się z pozoru wydaje. Miała ona zdaniem autora swe źródło w początku ostatniej dekady XIX, kiedy wielka susza doprowadziła do społecznych niepokojów, a wszelkiego rodzaju postępowe ideologie były tylko pochodną powoli rozsadzającą mury imperium. Jak zwykle zaczęło się od stworzenia języka rewolty, ducha rozłamu, który musiał w końcu przynieść tragiczny w skutkach efekt. Rewolucja zdaniem Figesa kończy się stworzeniem wszelkich instytucji stalinowskiego aparatu i stłumienia resztek wewnętrznego buntu bez względu na to, czy miał on carski, demokratyczno - masoński czy trockistowski charakter. To, że de facto państwo Stalina było aberracją idei marksistowskiej rezolucji to także inna sprawa.
PRL był pośrednim następstwem rosyjskiej rewolucji skutkującej także diametralną odmianą naszej struktury społecznej polegającej na wyrżnięciu lub wypędzeniu danych naturalnych elit. Dla osób wtajemniczonych w historię na poziomie nieco wyższym niż przeciętny poziom gimnazjalny jest znany fakt, że Hitler w Niemczech nie doszedłby do władzy gdyby nie poparcie Stalina otwierające drogę do parlamentarnej koalicji. Tak więc nawet i na zachodniej flance rosyjska rewolta miała swoje znaczenie. 
Główną cechą III RP była jest nadal systemowa blokada dostępu do elit ze strony odziedziczonych w spadku po PRL pseudoelit zaciekle broniących swych uprzywilejowanych pozycji. Nie ważne czy jesteś zdolny czy przedsiębiorczy... Jeśli nie wywodzisz się z sitwy – na nic twoje zdolności, zaradność i pracowitość. Na dłużą metę stan nie do zaakceptowania, gdyż doprowadzi każde państwo do krachu lub utrzyma go w stanie systemowego upośledzenia. I o to pewnie chodzi zarówno łże - elitom jak też naszym przyjaciołom zza Odry i Bugu. 
Bliska współpraca Rosji i Niemiec zawsze była i jest dla Polski realnym i prawdziwym zagrożeniem. W stabilnych czasach wystarczyło właśnie tylko, aby „obszar między Odrą a Bugiem pogrążony był w bezustannym chaosie pod kontrolą danych bezpieczniaków, aby wszystko było jak należy. Unijne (niemieckie) elity mogły zatem czekać spokojnie na dalsze wypalenie się „polskiej rewolty” sprzed dwóch niespełna lat najprawdopodobniej zaglądając, że wyłącznie wewnętrzny ferment wystarczy, aby rządy zmierzające do nadania Polsce podmiotowości w końcu się wypaliły. I nagle... przyjeżdża do Polski Prezydent USA, który ma geopolityczny interes w nadaniu naturalnej podmiotowości obszarowi środkowej Europy. Zajęte bowiem rozgrywką z Chinami USA nie może pozwolić sobie aby niemiecko – rosyjski sojusz stał się podmiotem potencjalnej współpracy z Państwem Środka. Od tej wizyty spawy nabrały nagłego przyspieszenia. Posypały się Euro na wywołanie języka buntu, którego tak naprawdę nie trzeba było wywoływać. Frazes o obronie demokracji walce z rodzącym się totalitaryzmem wystarczył aby dla obawiającej się utraty przywilejów nieusuwalnej od czasu PRL grupy zawodowych najemników wizja Majdanu nad Wisłą stała się dość realna. 
Dlatego jestem jak najdalszy od potępienia Prezydenta Andrzeja Dudy za weta ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości. Być może nie wszyscy zdają sobie sprawę na ile sytuacja może być poważna. Prezydent wybił z ręki oręż siłom szykującym rebelię. Nie będą one w stanie pociągnąć za sobą otumanionych mas, a bez niemożliwej po wizycie Trumpa zewnętrznej interwencji „polski bunt” nie upadnie przy pomocy sił zewnętrznych. Tych kilka miesięcy na poprawienie prawa to nie tak wiele dla reformy, a bardzo wiele dla przywołania do porządku przez CIA podległych mu niemieckich tajnych służb, które niewątpliwe wraz ze wschodnimi sojusznikami maczają palce w przetaczającej się przez kraj nowej fali protestów. Tak. Niemcy w kwestii działań tajnych nie odzyskały dotychczas pełnej podmiotowości po II Wojnie Światowej. Ten fakt jest nam niewątpliwie na rękę. Niemcom pozostają tylko działania pośrednie, finansowe i pozakulisowe próby oddziaływania. Jest oczywiście prawdopodobne, że PAD dokooptował właśnie do pookrągłostołowego obozu. Śmiem jednak wątpić w tę hipotezę. Prezydent wie z pewnością więcej, a już za chwilę wszystko będzie jasne. Jeśli wszystko pójdzie jak należy kolejnym krokiem reformy państwa winno być wprowadzenie zakazu finansowania organizacji pozarządowych dla działań sprzecznych z bezpieczeństwem Państwa i wzorem Węgier przegonienie za wszelką cenę organizacji globalnej lichwy. Na razie jednak poczekajmy na wyniki wielkiego prezydenckiego testu, po którym wszystko stanie się jasne.

EDIT:

Najbardziej niepokojącym zjawiskiem,które odsłoniła sprawa reformy sądownictwa jest realny brak współpracy obozu prezydenckiego i parlamentarnej większości. Sprawa do naprawy w tempie ekspresowym.