piątek, 29 sierpnia 2008

Korupcja

Dziś odbyło się przedstawienie pod nazwą "poranne wstawanie". Uparł się i już. O kapitulacji czy warunkach pokoju nawet nie było mowy! Powiedział, że nie pojedzie do żadnej babci, chce spać i rzucił jeszcze kilka słów najprawdopodobniej w jakimś zapomnianym, starosłowiańskim dialekcie, które zabrzmiały jak zaklęcia. Aż dreszcze przeszły. Nie poddałem się i negocjuję dalej. Skończyło się na groźbie "wygilania". Odpowiedzią był wrzask i łzy - oczywiście aktorskie...
Przyszła mama. Powiedziała co bym się odsunął i nie przeszkadzał, bo ona musi mu coś na ucho powiedzieć. Ten natychmiast przestał wyć. Mama szepnęła coś do ucha.
- Prawdziwy!? - zapytał.
I już wiadomo było, że korupcyjna propozycja poskutkowała. Przestał płakać, wstał natychmiast i nawet prawie sam się ubrał... Ciekawe tylko co to ma być i ile będzie kosztować.
Milczą solidarnie oboje...

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Demokracja w Kościele?

Dzisiaj dotarła do mnie medialna wieść, że ktoś rozważa możliwość wprowadzenia w Kościele Katolickim kadencyjności proboszczów w parafiach. Co za kretynizm. W dobrze zorganizowanej hierarchicznej i monarchistycznej strukturze Kościoła, ktoś wpadł na pomysł, aby ją oddolnie zdemokratyzować. Demokracja i monarchia to dwa światy i nie ma większego powodu aby te porządki mieszać. Coś co nazywamy monarchią konstytucyjną to nic innego jak system demokratyczny zachowujący pozory i autorytet monarchistycznej przeszłości. W Polsce też nie wyszło, choć przez wiele lat działano nieźle – wolna elekcja. Choć może ten pomysł jest najbliższy ideałowi?

A wracając do kadencyjności proboszczów. Pomysł chory z założenia. Proboszcz w parafii jest liderem wspólnoty parafialnej, lepszym, gorszym, ale jest przede wszystkim członkiem tej wspólnoty. Wprowadzenie kadencyjności powoduje, że jest on urzędnikiem przywieziony w teczce. Wtedy troska o wiernych i parafię sprowadza się do administrowania, stosowania procedur. Innymi słowy ograniczona jest aktywność. A to niebezpieczne.

Przyszedł mi w tej chwili na myśl genialny Franciszek Pieczka w "Konopielce" Leszczyńskiego, gdy opowiadał o Bogu i diable. „A diabeł to by tylko poprawiał, udoskonalał”… http://filmpolski.pl/fp/index.php/1673_6

niedziela, 24 sierpnia 2008

Wreszcie o pomnikach i nie tylko


Będzie to post z pomnikami w tle. W końcu tytuł bloga do czegoś zobowiązuje. Ale na poważnie

Jechałem samochodem i w radiowych wiadomościach usłyszałem, że jacyś faszyści czy neofaszyści zdewastowali pomnik ofiar Holocaustu w Berlinie, malując na nim swastyki. Pomijam kwestie, że w Niemczech nie było faszystów lecz narodowi socjaliści, ruch pokrewny do włoskiego faszyzmu i że autorowi newsa chodziło może bardziej o nazistów. Dowiedziałem się także, że w Berlinie działa ok. 2 tys. aktywistów skrajnie prawicowych ugrupowań. Kolejny szok. Zawsze myślałem, że narodowy socjalizm to ruch lewicowy, socjalistyczny jak sama nazwa wskazuje. No dobra jak mówią menele: "Postawisz wino będzie twoja racja". Ale gdy usłyszałem dalszy ciąg wiadomości to odruchowo sprawdziłem czy dzisiaj nie prima aprilis, bo powiało surrealizmem. Otóż spiker w radiu stwierdził, że to kolejny wybryk, bo tydzień wcześniej w podobny sposób zdewastowano pobliski pomnik homoseksualnych ofiar nazizmu... O kurde! Myślę sobie. A jak to nie żart? Siadam do komputera i co widzę? To prawda!

Jakoś umknął mi fakt postawienia tego monumentu, jak też i kwestia jego niedawnej dewastacji. Pomijam fakt terroru hitlerowców i ofiar, które wymagają oczywistego upamiętnienia. Ale ludzie ci byli, artystami, lekarzami, żołnierzami, których system ścigał równie mocno i okrutnie, bo był systemem zbrodniczym. Oczywiście ktoś powie, że oni ginęli tylko i wyłącznie za swoje skłonności. A ilu Polaków zginęło tylko za to, że byli Polakami? A Żydzi upamiętnieni tuż obok ginęli na ogół tylko dla tego, że byli Żydami. I tu dochodzimy do sedna sprawy... Dla mnie sposób w jaki ktoś rozładowuje swój popęd seksualny to jego prywatna sprawa, o ile robi to w zaciszu domowego ogniska, ale zastanawia mnie co innego. Zawsze miałem homoseksualistów za kategorie społeczną, czyli zbiorowość posiadającą jakąś określoną cechę, nie jest to na pewno grupa społeczna. http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria_spo%C5%82eczna

Kategoria społeczna to np. grupy zawodowe, osoby noszące okulary, albo osoby leworęczne. . A tu nagle okazuje się że ta kategoria społeczna stawia pomnik upamiętniający ofiary. Wyobraźmy sobie inne monumenty;
- prostytutek nie dających zomowcom w stanie wojennym,
- rudych zmuszanych do noszenia czapek w zimie przez autorytarne babcie,
- leworęcznych zmuszanych do pisania prawą ręką.
To przecież ABSURD!

Cel „upamiętnienia” jest gdzie indziej. Homoseksualiści weszli na długą i skomplikowaną drogę przestania być kategorią społeczną. Proces ten można porównać do procesów narodowotwórczych, czy klasotwórczych. Musi być wspólna historia, mity, etos, oraz silne poczucie więzi - wtedy możemy mówić już o strukturze, która może być alternatywą dla tradycyjnie istniejących klas i narodów. Partia polityczna robotnicza, czy chłopska nikogo nie dziwi (jeszcze), ale opisywany proces doprowadzi do tego, że za kilkadziesiąt lat obudowane mitami i wspólnym integrującym dziedzictwem historycznym grupy homoseksualistów założą własne partie polityczne, które będą mogły walczyć o prawa dla „prześladowanych”. Homoseksualiści uzyskają pełne prawa i całkowitą akceptację społeczną, choć nie zakładają rodzin, których głównym celem jest prokreacja. Choć przez tego typu postawy doprowadza się do powolnego wymierania społeczeństw zachodnich, ale kogo to obchodzi. Po nas choćby potop! Nie chodzi o samych Homo, chodzi o radykalną zmianę dotychczasowego porządku publicznego i jego atomizację. Wtedy powstanie społeczeństwo jeszcze bardziej „idealnych konsumentów”, którym można bez problemu odebrać np. plastikowe torebki w sklepach wmawiając, że to ekologia, a oni będą jeszcze bardziej szczęśliwi. W zatomizowanym społeczeństwie bez silnych np. społeczności lokalnych i rodzin jedynym „ośrodkiem” opiniotwórczym są media, a one i tak robią ludziom wodę z mózgów jak chcą.

Jakiś czas temu środowiska tzw. „gejowskie” postanowiły zorganizować tzw. Paradę Miłości, a LPR - Paradę Normalności. Pewnie, trzeba się kochać i trzeba być normalnym. Czekałem jak ktoś wpadnie na pomysł zorganizowania Parady Dzieci Wiejskich, które są chyba najbardziej skrzywdzoną kategorią społeczną w naszym kraju (bieda, brak perspektyw, patologie, itp). Nie doczekałem się.

piątek, 22 sierpnia 2008

Teoria czyli o cyklicznym końcu świata

Ludzie od zawsze mieli skłonności do mnożenia swoich wpływów władzy i majątku. Dowodem na to jest pojawiająca się co jakiś czas próba nawet lokalnego watażki stania się panem świata. Bonaparte, Hitler, Stalin, wcześniej Lenin, Polpot. Cała banda królów, cesarzy i zwykłych łotrów. Wszyscy chcieli władzy nad światem. Najlepszą obroną jest atak, więc ktoś kto obawia się o swoją pozycje jako lokalny władca, musi ciągle rozbudowywać swe królestwo. Zastanawiający jest fakt, że zwykle te wszystkie te misternie budowane układy i koterie władzy pękają jak bańki mydlane. Dwory nawet bardzo lokalnych i nic nieznaczących włodarzy wybieranych demokratyczne, sądzą być może dla poprawy swego psychicznego samopoczucia, że sytuacja panowania władcy nigdy się nie skończy. A tu pach i skończyła się kadencja, albo odwołali Pana... Część dworu zawsze będzie gorliwie służyć następnemu władcy, część wpadnie w niełaskę. Nieliczni są tylko, ci którzy mają jakąś ideę, jakieś cele, a udział w w zabawie traktują jako służbę.
Podobnie jest w globalizacyjnym się biznesie. Firmy są przejmowane przez inne. Różni inwestorzy posiadają akcje przedsiębiorstw często ze sobą konkurujących, co powoduje, że tak zwana gospodarka wolnorynkowa staje się tylko szyldem. Coraz więcej kapitału na świecie należy do coraz mniejszej liczby osób lub rodzin. Analogia do polityki i chęci władzy jest oczywista.
O ile potęgi polityczne pękają jak bańki mydlane z przyczyn zupełnie niezależnych, o tyle podobna sytuacja może spotkać potęgi finansowe. Nie dokona się to poprzez rewolucję lub przewrót. Przyczyną może być na przykład urealnienie gospodarki wywołane kryzysem. Urealnienie? Tak! Współczesna gospodarka to gospodarka wirtualna. Pieniądze, które mamy na kontach bankowych to tylko impulsy elektroniczne nie mające realnego pokrycia w czymkolwiek. Przez długi czas gospodarka światowa oparta była na złocie, potem wymyślono, że ta realność nie jest potrzebna, więc zaczęto produkować sztuczne pieniądze. Jeszcze chwila i wszytko runie jak olbrzymie potęgi polityczne minionych lat. Na ile ta przemiana będzie kontrolowana? Nie wiadomo.
Jedno jest pewne tak jak padały potęgi polityczne z często durnych powodów tak samo musi znikać (urealnić się i skorygować) współczesny świat, który jest zbyt skomplikowany i przesterowany.

Człowiek ryba

Młody starszy po trzydniowym ciągłym plażowaniu stwierdził, że na nogach wyrastają mu łuski. No bo pływał, a ryby też pływają, więc zmienia się w rybę jak nic. Wytłumaczyłem mu, że to tylko pomarszczona skóra od wody, i że to normalne. Ale chyba nie kupił, on wie swoje.
- Tak, tak - powiedział - może jak wyrosną mi łuski to zostanę prehistorycznym gadem?

Gry

Roman Giertych
zna wiele
gier tych

Jarosław Kaczyński
za wiele
karci swych

Drużyna Tuska
myśli
że coś wyłuska

Grupa z Pawlakiem
wyjdzie okrakiem

Widać nowe zjawisko:
zwycięscy nie weszli na boisko

czwartek, 21 sierpnia 2008

Refleksje przy myciu samochodu

Trzeba było umyć grata. Po powrocie z wakacji trochę się przybrudził. Nie to co bym narzekał. W końcu spisał się dobrze; do pełnoletności jeszcze ho ho, aż dziw mnie brał jak zobaczyłem ile można w niego wpakować. Od dawna odgrażałem się, że zrobię "przepyrkę" w zabieranych rzeczach osobistych niektórych członków rodziny. I nie zdziwiłbym się gdyby w czasie przeszukania znalazł encyklopedię, albo hantle... (bo może przyjdzie coś sprawdzić albo z nudów poćwiczyć...)
W każdym razie się trochę przybrudził i trzeba go było umyć. Był jeszcze jeden powód: ślub w rodzinę. To, że ktoś zgłupiał to jego sprawa ale co mam ja do tego. Niby nie wypada jechać na ślub brudnym samochodem, ale to chyba ja bylem zaproszony a nie on. Wiadomo; stanie kilku cwaniaków i będzie porównywać... Okropnie tego nie lubię!
Nic to. Myję, go i myję i tak sobie myślę: po jaka cholerę jak kupiłem samochód musiałem zmieniać tablice rejestracyjne. Podobno nie trzeba, ale jakoś nie czułem się poinformowany. Od pewnego czasu obowiązują ponoć przepisy likwidujące obowiązek meldunku. To wielka sprawa! Dwieście lat po nadaniu wolności osobistej chłopom wreszcie ktoś oderwał obywatela od miejsca! Aby tak dalej to podpis elektroniczny razem z dokumentem tożsamości pojawi się za następne 100! Inna sprawa, że są kraje, gdzie dokumenty tożsamości w rodzaju dowód osobisty nie są nikomu do niczego potrzebne. Ale za nim nasi urzędnicy zrozumieją, że gdzieś jest inaczej i może u nas by coś ułatwić miną następne lata świetlne. Ułatwianie procedur administracyjnych stało się kolejną procedurą administracyjną, tak jak nie wiadomo jaka metoda wybrać metodę głosowania...
Co do klucza publicznego w dokumencie tożsamości to:
albo stanie się to szybko, bo ktoś zda sobie sprawę, że jest kolejny pretekst do wymiany dokumentów czyli geszeftu,
albo nie stanie się nigdy, bo światowym standardem identyfikacji stanie się analiza DNA albo oka.
I tak zarobi ten kto ma zarobić... Co do tablic rejestracyjnych. Zerwanie z przypisaniem auta do ziemi - co ma w tej chwili miejsce (nie umieszczanie liter na tablicach z kodem miejscowości) spowodowałaby, że znacznie ograniczenie ich produkcji, bo nikt nie byłby zainteresowany ich wymianą... Policja czy inne służby mogłyby bez trudu i tak zlokalizować właściciela, a innych użytkowników ruchu nie powinno interesować skąd pochodzi właściciel, bo to jego prywatna sprawa.
Obywatel to przecież z założenia oszust i krętacz! Inna sprawa, że znaczną część zaświadczeń wymaganych przy rożnego rodzaju formalnościach można by było zastąpić oświadczeniami. Zamiast zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami ZUS nie wystarczyłoby moje oświadczenie że nie zalegam?
Stosując takie drobne kroki po woli, bardzo po woli przestaniemy być państwem policyjnym, którym jesteśmy prawie od zawsze. No chyba, że w przypadku tablic rejestracyjnych obowiązują kolejne kretyńskie przepisy unijne. A wtedy to przepraszam!!! :-)


Edukacyjny charakter piractwa

Szalejące piractwo fonograficzne i filmów spędza nie od dzisiaj sen z powiek ludziom z wytwórni płytowych i koncernów medialnych. Pojawiają się co chwila nowe pomysły na walkę z procederem, ale wiadomo, że to walka z wiatrakami. Teraz już nikt nie wymyśla zabezpieczeń antypirackich bo i tak każde dziecko potrafi je obejść, a wystarczy, że pojawi się jedna kopia w Internecie... Nikt tez naiwnie nie przekonuje, że mp3 ma gorszą jakość od płyt CD. Ma i co z tego – tylko aby usłyszeć różnicę trzeba mieć głośniki po 1000 Euro sztuka i słuch absolutny.
Jest nowy trend, sprzedaż plików za niewielkie pieniądze na telefony komórkowe lub inne urządzenia mobilne.
Jestem – jak całe moje pokolenie i kilka wcześniejszych dzieckiem piractwa. Przy dochodach moich rodziców kupno jednej oryginalnej płyty byłoby skazaniem całej rodziny na trzy miesiące głodowania, więc nikt nawet nie śmiał ścigać za proceder. Jeszcze na początku lat 90 tych kopiowanie płyt na kasety było działalnością gospodarczą, a ludzie nawzajem przegrywali sobie muzykę. Śmiem zaryzykować tezę, że przeciętna wiedza przeciętnego 30 latka na temat muzyki rockowej jest odrobinę wyższa niż ich brytyjskiego lub amerykańskiego odpowiednika, ale właściwie jakie to ma znacznie?
Muzyka i film to towary ale i dobra kultury w całym zgiełku walki z piractwem zapomina się o tej oczywistości. Płyty Beatlesów, Hendrixa, Milasa Davisa czy Pink Floyd, filmy Formana czy Obywatel Kane Orsona Wellesa to prawdziwe klasyki i część światowego dziedzictwa kulturowego tak samo jak piramidy egipskie czy Bazylika Świętego Piotra. Są to części kodu kulturowego współczesnego człowieka i tak jak lektury szkolne powinny być dostępne powszechnie i bez żadnych ograniczeń.
Ktoś powinien wpaść na pomysł i stworzyć „Kanon światowego dziedzictwa audiowizualnego” lub coś w tym rodzaju. Po prostu należałoby za pieniądze jakiejś międzynarodowej organizacji wykupić prawa autorskie do wybranych i dobrze wyselekcjonowanych utworów i udostępniać je za darmo. Co więcej w każdym nowo zakupionym Ipod'ie powinny być od razu umieszczane tego rodzaju utwory. Z pewnością byłoby to tańsze i lepsze rozwiązanie niż walka z wtórnym analfabetyzmem.

środa, 13 sierpnia 2008

Komercyjny aspekt ekoterroryzmu

Jakiś czas temu rozpętano kampanię mówiącą o szkodliwości dla środowiska naturalnego plastikowych torebek rozdawanych w hipermarketach. Torebek już nie ma, i wszystko jest ok. Gdy idziesz do sklepu możesz oczywiście kupić torbę „ekologiczną” choć oczywiście też z plastyku, ale już rozkładalną. Zapakujesz w nią kupę produktów opakowanych w takie samej jak wcześniej opakowania.

I tak wszyscy są zadowoleni:
- Ekoterroryści bo okazali się komuś potrzebni, zarobili parę złotych i zrealizowali statutowe cele.
- Managerowie z sieci handlowych bo zbili koszty na nieracjonalne z biznesowego punktu widzenia torebki
- Konsumenci, bo mają czyste sumienie. Gdyby zniknęły jeszcze i tak rzadko pokazywane zdjęcia głodnych dzieci z afryki, to już całkiem sumienie konsumenta byłoby zaćmie i można byłoby w spokoju konsumować. Zadbaliśmy o środowisko bo nie stosujemy już plastikowych torebek...
Cała akcja to oczywiście brutalne oszustwo medialne mające na celu ograniczenie kosztów, a nie walkę z zanieczyszczeniem środowiska. Po prostu zanieczyszczać dalej się opłaca. Gdyby było inaczej obowiązkiem państwa byłoby wymuszenie na producentach stosowania innych opakowań. Jednak wtedy podniósłby się lament, że produkty będą nie konkrecyjne – i producenci będą mieli rację.
O tym, że mamy do czynienia z pozornym działaniem świadczy fakt ilości plastyku w torbach w stosunku do innych opakowań. Prawdziwa akcja proekologiczna nastawiona byłaby na ograniczenie stosowania plastykowych opakowań w produktach, gdzie jest najwięcej tych „nierozkładalnych i szkodliwych” substancji.
Dlaczego na plastikowych opakowaniach napoi, nie umieszczać informacji o tym, aby przed wyrzuceniem butelki do śmietnika odkręcić korek. Nie chodzi o samą butelkę ale o jej odporność na zgniatanie, która jest niesamowita! Taka informacja powinna być na każdym tego typu opakowaniu. Wiele tysięcy metrów sześciennych wolnej przestrzeni na wysypiskach to nie mały sukces? To dostateczny dowód, że działania organizacji ekologicznych mają charakter usługowy względem korporacji.
Poza tym wysegregowane tego typu odpady to już towar, który można sprzedać, przerobić itp. Systemy segregacji są bardzo istotne tylko w durnej UE nikomu nie przyjdzie to do głowy.
Są kraje zwłaszcza III świata, gdzie problem segregacji odpadów załatany jest przez rynek. Wywóz i segregacja odpadów do sposób na zarabianie pieniędzy dla najbiedniejszych z pewnością lepszy od chorego i drogiego systemu pomocy społecznej.
Czekamy na następne pomysły...

Dom kosmitów

Leżę sobie wczoraj w nocy na trawie z moimi chłopakami i oglądamy gwiazdy. Padają oczywiste pytania na które trudno odpowiedzieć parolatkom, ale próbuję... Tato, czemu gwiazdy są takie maleńkie? A czemu świecą? Itp.
W końcu Młody Młody:
- Tato, a czy kosmici mieszkają w niebie?
- Jeśli istnieją, to tak - odpowiadam
- Tato, a czy niebo to dom kosmitów? - dalej pyta
- Niewątpliwie tak.
- To gdzie niebo ma dach?

Trudno odmówić logiki. Jeszcze trudniej odpowiedzieć.

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Obrazek z Bieszczad

To nie prawda, że Rzeszów rozwija się szybciej od Lublina. Przez to miasto jadą ludzie w Bieszczady a potem wracają do domu. A z Bieszczadami jest tak jak z tą rzeźbą: są przedzielone na pół przez granicę Polsko - Ukraińską.
Posted by Picasa

wtorek, 5 sierpnia 2008

Od jutra Bieszczady

Wyjeżdżam jutro z rodziną na długi zasłużony urlop. Nie wiem dokładnie gdzie i nie wiem kiedy wrócę. Najprawdopodobniej wtedy kiedy skończy nam się kasa, albo pisklątka zaczną tak dawać do pieca, że jedynym sposobem poskromienia bandytów będzie usadzenie w narzędziach tortur - czyli fotelikach samochodowych i odtransportowanie ich do domu.
Chcę się trochę zresetować, daltego chwilowo zawieszam pisanie na blogu. Jak wrócę to nadrobię wsystko. A tematów kołacze mi się w głowie co niemiara.

Akcja na zakupach

Dzisiaj Młody Młodszy przeszedł sam siebie. Zanim moja ślubna zdążyła się zorientować. stał pośrodku sklepu otoczony wiankiem kobiet, których średni wiek nie schodził poniżej sześćdziesiątki. Pomimo panującego upału, organizacyjne okrycie głowy wskazywało wyraźnie na preferencje w kwestii doboru stacji radiowej. Jednym słowem - swoje babki. Młody stał po środku i coś opowiadał, a one rozanielone spychały z zainteresowaniem co czterolatek miał do powiedzenia. Ślubna zbliżyła się na odległość, w której nasłuch był możliwy:
- Mój dziadek umarł. Jest w niebie. Biedny dziadek... - smutna minka aniołka.
- Palił papierosy. Papierowy są nie dobre, nie wolno palić papierów bo potem się umiera jak Dziadek. - aniołek ciąg dalszy.
A teraz finał:
- A teraz dziadek jest wampirem Aaaaaaaa, Wrrrrrrr! - i zademonstrował swoje mleczne uzębienie i pokazał szpony...
Po kim on to ma? Pewnie po dziadku....

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Rodzynki

Wojtek do dziadka:
- Dziadku, gdzie idziesz?
- Do kościoła.
- O, to baw się dobrze!

Wojtek do babci:
- Babciu, a mój tata to twoje dziecko?
- Tak
- Babciu, jak to możliwe, jak do tego doszło?!

Ekoterroryzm czyli nowe oblicze globalizacji

Prąd ma podrożeć. Trzeba będzie płacić więcej bo w grę wchodzi haracz za emisję dwutlenku węgla przez elektrownię .Tak se Unia wymyśliła. Atmosfera na świecie jest jedna, wszyscy te haracze olewają a Une w UE nie... Wszystko co będzie ze znakiem „made in Europe” nie znajdzie żadnego nabywcy poza europejskim rajem, bo będzie za drogie. Ale cały numer polega na tym, że nikt nie udowodnił czy zmiany klimatyczne mają jakiś związek ze zmianami klimatycznymi. Klimat zawsze się zmienia, a przyroda jest tak mądra, że się reguluje sama. Np. niezwiększona liczba CO w atmosferze, to lepsze warunki rozwoju roślin, a rozwój roślin, to jakby rozwój przyrody... Ale co tam, ważne że jest geszeft. Francuzi mają to gdzieś bo mają atomówki, Szwedzi mają elektrownie wodne, a my znowu zostaniemy jak te Głupki, bo będziemy musieli płacić większy haracz. Co więcej, Francuzi chętnie nam odstąpią swoje limity CO, ale oczywiście nie za darmo. Na pewno za kasę, no bo nie za żaby... Jak nie ma rynku to trzeba go wykreować. Ważne aby decydenci mieli czyste sumienie, bo przecież odprowadzili do centrali. Każdy z nas produkuje CO oddychając. Podatku od oddechu jeszcze chyba nigdzie nie wprowadzono. Jest tylko opłata klimatyczna w poszczególnych kurortach, ale to lipa i nic w porównaniu do tego co nas czeka. Chociaż moje i ma to sens... Zostanie powołana nowa instytucja skarbowa, która pod pretekstem powszechnych badan profilaktycznych będzie dokonywać pomiaru pojemności płuc. A potem płać... Jak znam życie w Polsce nagle wzrosłaby liczba osób z potwierdzą rozedmą albo innym cholerstwem. Polak potrafi i nie da się żadnemu systemowi. I w tym nasza nadzieja.

piątek, 1 sierpnia 2008

Trwa zaćmienie - nie tylko słońca, czyli skąd my to znamy?

Szkoda, że zaćmienie nie jest całkowite. Wtedy PR'owcy rządowi mogliby zainspirować demonstracje przeciwniku rządu przed kancelarią premiera. Ludzie na transparentach przedstawialiby swoje postulaty, jechałyby taczki dla ministrów, wyłyby syreny, i te sprawy. Na balkonie ukazałoby się Słońce Peru. Rozwścieczony tłum zaczołgałby rzucać płodami rolniczymi. Po pewnym czasie Słońce przemówiłoby i powiedziało, że jak się w kraju nie uspokoi to on pogada ze swym bratem na niebie aby odwróciłby się od niewiernego ludu. No i Pach zaćmienie. Tłum rzuca transparenty ludzie uciekają w popłochu. Wtedy Słońce Peru prosi swego brata co by nie był taki i łaskawie się nie obrażał... Wszystko wraca do normy.
No i następna kadencja murowana.