sobota, 3 grudnia 2016

Strategia rewolucji permanentnej

Od jakiegoś czasu przeróżni obserwatorzy politycznego życia wskazują na pewne podobieństwo zachować współczesnych społeczeństw, które uodpornił się na medialne pranie mózgów i zaczęły w  sposób praktyczny korzystać z przysługujących im demokratycznych praw wybierając nie tych, których powinni i których wypada. Najpierw Orban na Węgrzech, potem Kaczyński w Polsce, aż wreszcie Trump w USA. Ale na tym nie koniec. Przecież niewykształceni, starzy z małych ośrodków w Wielkiej Brytanii pokazali fucka Unii Europejskiej, a we Francji nie jest wykluczone, że najbliższe wybory prezydenckie wygra kandydatka Frontu Narodowego. Ewidentnie coś poszło nie tak. Gdy dodamy do tego inne anty-systemowe postawy w różnych częściach świata, które buntują się przed narzucanym im jedynym słusznym porządkiem, to uzyskamy pełny obraz. Ktoś mógłby powiedzieć, że globalna niewola korporacji, dolara i politycznej poprawności będąca miksem zmutowanego komunizmu i korpo-totalniactwa przeżywa ostateczny krach. Nic bardziej mylnego. Logiką sił postępu i zniewolenia jest planowe cofanie się, odpuszczanie, aby uderzyć ponownie w po raz kolejny zmutowanej formie. Proces trwałej przemiany człowieka w człowieka radzieckiego jest dzięki temu nieco poszarpany ale ciągły. Oczywiście rewolucja wymaga ofiar i jak zwykle padają nimi zastępy jej piewców z pierwszej linii, a pozostałe szeregi rozproszone i ukryte w katakumbach szukają kolejnego, optymalnego i dostosowanego do danej sytuacji sposobu na osłabienie starego – naturalnego porządku. Czy zatem ludzie dzierżący w swych dłoniach prawdziwe wodze rewolucji inspirują także kontrrewolucyjne maskarady? Nie jest to wykluczone szczególnie w sytuacji, gdy dany etap wyczerpał już swoje możliwości ekspansji. Być może za jakiś czas ujrzymy kolejne oblicze zmutowanego lewactwa? Nie będzie to już oczywiście trójkolorowa szarfa przypięta do piersi otumanionego motłochu, ani gwiazda na czapie czekisty, ani tęczowa flaga w rękach feministki na proaborcyjnym masztu. Co to będzie? Nie wiadomo ale na pewno będzie. Niestety.

poniedziałek, 10 października 2016

Hipoteza

Dan Ariely na konferencji Ted promował kiedyś swoją książkę, w której próbował wyjaśnić to czy mamy tak właściwie wpływ na własne decyzje. Generalnie rzecz dotyczy mniej lub bardziej skomplikowanych mechanizmów manipulacji. Oto na przykład mamy biuro podróży i chcemy sprzedać jakiemuś frajerowi wyciekę do Rzymu. Dajemy mu więc trzy opcje: Wycieczka do Paryża za 300 Euro, wycieczka do Rzymu też za 300 Euro i wycieczka do Rzymu za 300 euro, ale bez porannej kawy w hotelu. Jaką opcję wybierzemy? Oczywiście wycieczka do Rzymu z kawą wydaje się bardziej atrakcyjna do Rzymu bez kawy i ludzie nie biorą nawet pod uwagę tego, że mogli mieć ochotę pojechać do Paryża. Ludzie generalnie nie chcą podejmować decyzji, gdy wymaga ona do nich odrobiny wysiłku. Obserwacja ta niestety sprawdza się także i w bardziej poważnych kwestiach. Dan Arley posłużył się przykładem lekarzy, którzy mają zdecydować o przeszczepie biodra pewnego delikwenta. Nagle dostają informację o leku, który może wyleczyć pacjenta bez konieczności cierpień i operacji. Po zasileniu w taką wiedzę większość lekarzy decyduje się wypróbować lek. Jest jednak druga grupa medyków, która została postawiona przed taką alternatywą lecz dowiaduje się, że na rynku pojawiły się dwa nowe leki, dzięki którym pacjent nie będzie musiał cierpieć. Lekarze mają wybrać między dwoma specyfikami i wybierają… operację.
W Sejmie pojawiają się dwie ustawy dotyczące aborcji: jedna – lewacka – ma dokonać złagodzenia przepisów aborcyjnych, druga - prawacka - zakazać całkowicie aborcji. Zwolennicy pierwszej przedstawiają wizję cierpienia kobiet, troski o ich brzuchy ich śmierci w nielegalnie dokonywanych aborcjach. Zwolennicy zaostrzenia przepisów mówią o tym, że człowiek jest człowiekiem od momentu poczęcia i że zabijanie bliźnich jest nieludzkie. Dodatkowo projekt pro-liferów w lewackich mediach dostaje stratus rządowego i pojawia się też informacja o tym, że kobiety będą trafiać do więzień za samą próbę dokonania zabójstwa na własnym dziecku. W rezultacie oba projekty trafiają do kosza. Ktoś zapyta: po co to całe zamieszanie? A no po to, że ci, którzy rozpętali całą manipulację uzyskali taki efekt: przez najbliższe lata prawo nie będzie zmieniane. Manipulatorzy osiągnęli zatem plan minimum. I o to chodziło od początku. PiS staje się przy tym w oczach wielu prawicowych środowisk ugrupowaniem niewiarygodnym, a to, że droga do wymazania tego morderczego procederu wiedzie przez zmianę sumień, a nie przepisów nie ma tu żadnego znaczenia. Szkoda, że tak wielu ludzi nabrało się na tę sztuczkę. Ważne żeby dzielić i rządzić. Przepis jest prosty: jeśli chcesz aby ludzie zaakcentowali to na czym ci zależy, przedstaw im skrajną, mniej atrakcyjną wersję owego rozwiązania i daj im wybór. Ludzie wybiorą święty spokój.

niedziela, 9 października 2016

O trudności zauważenia oczywistości



Czym jest współczesne niewolnictwo? To przede wszystkim wmówienie zwykłym zjadaczom chleba jedynie słusznego stylu życia, który uznają za własny oraz rozbicie wszelkich starych struktur i alternatywnych wizji świata. A wszystko to przy jednoczesnym narzuceniu całym społeczeństwom jedynej i nieodwracalnej drogi tak zwanego rozwoju. „Widzicie jacy jesteście zacofani? Kupujcie nasze technologie, pomysły, a najlepiej jeszcze wcześnie dostosujcie swoje prawo do narzuconych przez nas wymogów, bo przecież chcecie być nowocześni, a my tylko potrafimy wam ową nowoczesność zapewnić. A najlepiej – jeśli nie chcecie być barbarzyńcami to dostosujcie swoje prawo, wasze normy do naszych cywilizowanych norm” No i dostosowujemy. A za normami i zasadami stoją konkretne technologiczne rozwiązania, których często nie potrafimy wyprodukować samodzielnie i tak sami na własne życzenie całe społeczeństwa dają wcisnąć sobie produkowany przez innych chłam. Tak neokolonializm to podział na aspirujących i tych, którzy pod pewnymi warunkami są ewentualnie gotowi przyjąć nieokrzesaną hołotę do swojego elitarnego klubu. Neokolonializm zaczyna się zatem od świadomości i od myślenia o sobie samym. Dopóki będziemy łykali jak pelikany podszepty o tym, że jesteśmy gorsi zawsze będziemy wykorzystywani. Jeśli tego nie chcemy powinniśmy zacząć szanować siebie samych, poczuć dumę z własnego dorobku i tradycji, cieszyć się własną tym co własne a za chwilę może się okazać, że inni – dotąd nas kolonizujący – aspirują do nas.

poniedziałek, 5 września 2016

Braun o Misiu

Sporo w tym prawdy. Szczególnie po lekturze Golicyna i elementarnej wiedzy o sposobie działania agentury wpływu. Nie ma przypadków.

niedziela, 31 lipca 2016

Idea Międzymorza

prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, dr Jacek Bartosiak, red. Krzysztof Rak

niedziela, 17 lipca 2016

Mechanizm stary jak świat

Waldemar Łysiak we „Flecie z mandragory” opisuje – fresk „Pocałunek Judasza” Giotta, znajdujący się w kaplicy w Padwie. Łysiak nie opisuje jednak całego obrazu ale wymowny fragment tego namalowanego w 1305 roku dzieła. Oto Chrystus i Judasz patrzą sobie w oczy, chłodno i głęboko. Obie postacie łączy silna wieź. Dlaczego tak się dzieje? Bo Judasz ma do wykonania tajną misję. On jest bowiem najbardziej zaufanym uczniem Mistrza i tylko jemu mógł on ją powierzyć . Bez tej misji bowiem nie dokonałoby się przecież zmartwychwstanie. Tylko najwierniejszy z wiernych mógł podjąć się tego zadania, a przy okazji z miłości do swego Pana pozwolić na to, aby jego imię okryła po wsze czasy hańba. Bo którzy inny? Piotr, który przy pierwszej możliwej okazji wyrzekł się Jezusa? Nie. On miał inną rolę do odegrania. Piotr miał potem zbudować Kościół, ale za nim to się stanie musiał do tego dorosnąć. Gdyby Judasz był aż tak zły nie powiesiłby się. Uczynił to według Łysiaka z miłości, bo misja której się podjął przerosła go lub była częścią całego planu prowadzącego do zmartwychwstania. Bez Judasza by się nie wypełniło.
Mechanizm stary jak świat bez względu na to czy służy chwale czy łajdactwu. Wszystkie czystki przeprowadzane w ZSRR były efektem realnych lub wyssanych z palca spisków. Pierwsza nastąpiła po zamachu na Lenina, kolejne to wynik następnych zamachów na partyjnych przeciwników Stalina. Niektórzy historycy twierdzą, że słynny przewrót Janajewa, który dobił zdychające państwo radzieckie był w istocie zaplanowany przez samego Gorbaczowa, a wszystko po to, aby wzmocnić jego podupadającą władzę. Świadczą o tym symboliczne wyroki, które otrzymali organizatorzy spisku. Państwo radzieckie było jednak już na tak daleko posuniętym etapie rozkładu, że nawet wzmacniający władzę Gorbaczowa sfingowany przewrót nie był w stanie go uratować.
Czy w przypadku tureckiego zamachu stanu zadziałał ten znany z dziejów mechanizm? Wiele wskazuje na to, że tak. Świadczy o tym kiepskie przygotowanie całego spektaklu. Ale jaki kraj takie przedstawienie. U nas był Okrągły Stół – tam nieudany wojskowy pucz. Wiele musi się zmienić aby wszystko pozostało po staremu.
Stary jak świat dowcip opowiada o facecie, który przyszedł do dyrektora cyrku z propozycją nowego niesamowitego numeru. Ten aby spławić natręta postanowił go wysłuchać. A facet opowiada: „Pod dachem cyrkowego namiotu wieszamy balony z gównem. Na arenę wjeżdżają na koniach amazonki z nagimi piersiami i strzelają z łuków do tych balonów. Po chwili wszystko jest w gównie: i arena i amazonki i konie, no i cała publika. I wtedy chodzę ja – cały na biało.”
Prezydent Turcji zdaje się być facetem ubranym na biało, tylko kto jest dyrektorem cyrku na tyle szalonym, aby pozwolić mu na realizację tego gównianego przedstawienia?


EDIT 17.07.2016
Rosja zapowiedziała ocieplenie stosunków z Turcją, która wyraźnie robi woltę. Czy ma to miejsce na skutek próby przewrotu, czy był on tylko do owej wolty narzędziem pewnie nie dowiemy się nigdy. Ale mechanizm "pretekstu" do wolty wydaje się dziwnie podobny do radzieckich doświadczeń.