niedziela, 29 września 2019

Utopijna Wieża Babel

Od jakiegoś czasu osoby interesujące się technologiami lub geopolityką słyszą o technologii 5G, z jednej strony potencjalnym zagrożeniu dla zdrowia ludzi i zwierząt, z drugiej strony szczytowi techniki telekomunikacyjnych i elementowi rozgrywki o prymat nad światem między USA a Chinami. Można spotkać się także z opiniami, że ten kto wdroży tą technologię będzie tak naprawdę panował nad światem. Wiele w tym racji, bowiem niezwykle szybki transfer danych mobilnych będzie stanowić pokusę do tego, aby inwigilować posiadaczy telefonów komórkowych w stopniu bezprecedensowym. Jeszcze nie powstała komercyjna oferta stosowania tego rodzaju technologii ale na pewno wiadomo, że na bazie dużej ilości zgromadzanych danych powstaną indywidualnie dobierane produktywny zdrowotne i kosmetyczne. Wydaje mi się jednak, że to za mało aby cała ludzkość z entuzjazmem kupiła nowy gadżet słono za niego płacąc. Oferta usług jest bowiem kluczowa dla szybkiego zwrotu niebagatelnych inwestycji w cały nowy system nadawczo odbiorczy zapewniający funkcjonowanie nowej sieci. Pamiętam doskonale jak operatorzy musieli nieźle się wysilić aby prawie dwie dekady temu przekonać posiadaczy starych analogowych telefonów MNT do ich cyfrowej wersji. Stara technologia miała o wiele większy zasięg co dla ludzi prowadzących własny biznes było kwestią kluczową. Co zatem mają w zanadrzu twórcy nowego standardu aby przekonać klientów do porzucenia starych urządzeń? Musi to być nowa jakość, aby ludzie zgodzili się dobrowolnie oddać sporą połać swojej wolności. Po chwili refleksji wydaje mi się, że znalazłem jedno z zastosowań nowych urządzeń przed którym zwykli zjadacze chleba skapitulują od razu i nie chodzi o banalną rozrywkę. Chodzi o to, aby zakup nowych urządzeń przynajmniej na początku był zracjonalizowany oferta rozrywkowa pojawi się później, tak jak miało to miejsce w przypadku obecne stosowanej telefonii komórkowej. Według mnie rozwiązanie, które pojawi się na rynku niemal natychmiast z premierą nowej technologii to możliwość dokonywania niemal idealnego tłumaczenia głosu w czasie rzeczywistym z zachowaniem oczywiście barwy i tonu i kontekstu wypowiedzi. Inaczej mówiąc Peruwiańczyk do którego będę dzwonił będzie słyszał mnie po hiszpańsku z zachowaniem lokalnej odmiany tego języka. Przy tym system rozpoznawania mimiki twarzy będzie uwzględniał w tłumaczeniu emocjonalny kontekst naszych wypowiedzi. Dzięki nowej usłudze zniknie realnie nie tylko konieczność uczenia się języków obcych ale osoba wyposażona w urządzenie odnosiła ważnie, że cały świat mówi w jego rodzinnym języku.
Zastanówmy się teraz jakie skutki społeczne wywoła nowe rozwiązanie. Łatwo dojść do wniosku, że ludzie będą mogli żyć w dowolnym miejscu na świecie, a nawet wchodzić w związki z osobami z którymi nie potrafiliby się normalnie porozumieć. Zostanie dzięki temu zerwana więź przestrzenna stanowiąca podstawę tworzenia narodów i kultur. Dzięki nowej usłudze – z pewnością oferowanej za darmo – pojawi się nowe oblicze społecznej i kulturowej homogenizacji. Chciałoby się, rzec, że „wszyscy ludzie będą braćmi”. W taki sposób urzeczywistni się być może komunistyczna utopia w której wszelka komunikacja międzyludzka będzie inwigilowana. Oczywiście wszystko będzie działało do czasu, gdy nie zabraknie energii do zasilania całego systemu i wtedy globalna Wieża Babel runie pozostawiając niepotrafiących się ze sobą porozumieć nieszczęsnych robotników łasce ich nadzorców. Wtedy pojawi się to czym kończy się każdy marksistowski eksperyment czyli terror.
Jeśli mam rajcę to taka technologia już istnieje lub jest w zaawansowanej fazie tworzenia. Nikt nie angażowałby niezwykle poważnych sum w tworzenie technologii, bez jej modelu biznesowego. Przypomina to historię Sputnika, którego wystrzelenie i obserwacja zainspirowała już w 1957 roku armię USA do rozpoczęcia prac nad systemem GPS w sytuacji gdy kraj ten nie dysponował jeszcze technologią pozwalającą wynieść w przestrzeń kosmiczną cokolwiek. Plany biznesowo – militarne muszą być precyzyjne, a najbliższa przyszłość objawi nam czy miałem rację.
Jedno jest pewne: jeszcze nigdy w dziejach wizja globalnego postkapitalizmu nie była tak bliska i spójna z wizją komunistycznych antykulturowców, a technologia nigdy nie była tak użyteczna w dziele budowy utopii.

sobota, 10 sierpnia 2019

Geneza polskiego zła A.D. 2019

Najprościej powiedzieć, że wszelkie zło bierze się poza chęcią dominacji nad innymi z chęci posiadania dóbr materialnych. „Tak, wszelkie zło ma korzenie w prywatniej własności. Zlikwidować własność prywatną, a nie będzie zła” - podchwyci za chwilę tą myśl jakiś komunista. „Tak, po co troszczyć się o dobra materialne skoro i tak nie zabierzemy ich do grobu” - powie katolik.
Zlikwidować chęci posiadania się nie da, jak w istocie nie da się zabrać do grobu dóbr tego świata. Dawniej ludzie pożądali dóbr bo było ich mało. Ale z czasem zmienił się kaliber pragnień. Nikt już nie kradnie ubrań ze sznura ani nie sądzi się o krzesło. Ludzie chcą rzeczy luksusowych ale i wciskanych im za pośrednictwem mediów fanaberii. Zawsze jednak pojawia się zdrowy rozsądek, który mówi, że warto szarpnąć się za nowego smartfona gdy może zabraknąć na chleb. I tu pojawia się pan kredyt, który mówi: „zaspokój swą chęć posiadania, a o spłatę martw się później”. Wielu ludzi ulega takiej presji, ale wielu też nie. Ci ulegli będą potem harować ponad siły, robić świństwa bliźnim, walczyć o awans czy premię tylko po to, aby spłacić zaciągnięte zobowiązania. W Polsce jest jednak szczególna kategoria wywoływanego w ten sposób zła. Ludzie potrzebują pieniędzy, a więc kredytu aby zapewnić swoje podstawowe potrzeby czyli mieć dach nad głową. Ceny mieszkań szybują. To co niegdyś było łatwą do zaspokojenia potrzebą, bo dziadek ze skromnej pensji krawca był w stanie wybudować dom dla rodziny, dziś staje się wyzwaniem na znaczną część życia. Ile zatem nieszczęść, łajdactw i draństwa w naszym kraju ma swe źródła w potrzebie zaspokojenia  podstawowej potrzeby posiadania mieszkania, gdy jedynym na to sposobem wyło zniewolenie się u lichwiarzy na 30 lat? Sieć cicho, bo wywalą cię z pracy, a wtedy na pewno nie spłacisz kredytu i wylądujesz pod mostem. Siedzą więc ludzie cicho z przyklejonymi do twarzy uśmiechami tłumiąc w sobie swoją frustrację, albo rozładowując ją na innych. Zawsze  można też w nocnym sklepie kupić pół litra, napić się i choć w czasie pijackiego snu wyzwolić się z lęku o stratę mieszkania. Do tego dochodzi konieczność emigracji i jej skutki w postaci rozbitych małżeństw. Wzmożona fala łajdactw bazujących na kredycie będzie trwać zatem jeszcze całe pokolenie, a potem lichwiarze wymyślą inny sposób zniewolenia. Zadłużenie indywidualne Polaków wzrasta z roku na rok. Do tego dochodzi szybujący dług publiczny, który sprawi, że mimo tytanicznych wysiłków, tyrania ponad siły i tak państwo zabierze nam owoce naszej pracy w stopniu zmuszającym do rozpychania się łokciami. Strach pomyśleć co się stanie gdy do tego dojdzie renta kolonialna za mienie bezdziedziczne.
Czy jesteśmy do końca świadomi jakie skutki moralne ma taplanie się w konsumpcji i socjalistycznych mrzonkach czyli w długach zaciąganych w pieniądzach bez pokrycia? Być może warto za przykładem Chrystusa wygnać lichwiarz? Podstawą takiego działania musi być jednak pełna świadomość ich zgubnego wpływu na nasz los. 

środa, 13 marca 2019

W poszukiwaniu celu czyli grillowanie we wstydzie

Od pewnego czasu ciągle jako Polacy jesteśmy utwierdzani w poczuci winy, a to za nie swoje zbrodnie, a to, że śmiemy być sobą. Co więcej od wielu dekad widoczny jest proces intelektualnej kolonizacji naszych elit, którego przejawem jest gloryfikowanie trendów i mód przychodzących z zewnątrz. Nie ważne czy wiatr wieje od wschodu czy od zachodu. Ważne aby zachwiać naszą autonomię i poczucie wartości. Dla uczciwości warto podkreślić, że ten proces nie dotyczy tylko nas. Od dawna bowiem społeczeństwa zachodu są „grillowane” w poczuciu wstydu. Kino amerykańskie pełne jest filmów w których niedobrzy biali gnębią dobrych i uczciwych murzynów, a homoseksualista albo jest postacią pozytywną albo nie ma go wcale. To także odprysk tego samego procesu.
Z innego nieco punktu widzenia patrząc na wydarzenia ostatnich miesięcy i lat wydaje się, że można próbować je klasyfikować w przeróżny sposób. Mamy wojnę na różnych poziomach kosmopolitów z patriotami, lokalistów i globalistów, lewaków i prawaków. Mamy wreszcie tych, który mają ciągle nowe roszczenia i tych, który na te roszczenia muszą wypracować środki. Ktoś powie, że każdy konflikt ma dwie strony. Lecz czy wywoływanie konfliktów nie jest instrumentem do budowy homogenizowanego społeczeństwa przyszłości? Jeśli tak, to dla inspiratorów tego wrogiem jest każda wspólnota. Marksizm – ktoś powie. Być może tak, ale czy on także nie jest swego rodzaju instrumentem? Inni powiedzą, że w grę wchodzi powstanie idealnego konsumenta, który bez oparcia w wartościach będzie łykał wszystkie mody i trendy, które podpowie mu wirtualne stado. A być może tenże idealny konsument, bezrefleksyjna idealne hodowana tylko na propagandowych przekazach odseparowana od innej wizji społecznego ładu jednostka ludzka  ma za zadanie potępić się sama i imię narzuconej ideologii dokonać aktu samounicestwienia? Do tego potrzeba jest nowa religia eko-panteizmu i religijny guru, który polegnie w imię idei. Za jego przykładem podążą miliony wyznawców widząc w tym jedyny sposób zbawienia swych dusz i uratowania świata przed zagładą. Warunkiem koniecznym tego wszystkiego jest rozłożenie na łopatki religijnej konkrecji. Na pierwszy ogień idzie chrześcijaństwo, a szczególnie zżerany od środka i targany konfliktami i skandalami katolicyzm. Wydaje się więc, że Nowy Wspaniały Świat ma być światem pustym – nie licząc wąskiej elity i oddanych im sług. Świat niewyczerpanych zasobów i rajskiego ogrodu, który jest jednocześnie bogiem. Już nie bóg absolutny – jak w pierwszym etapie, już nie bóg człowiek – jak w etapie drugim, lecz bóg ekosystem. Czy nie jest tak, że wszystkie wstydy współczesności łączą się w jednym generalnym wstydzie – wstydzie bycia człowiekiem.

wtorek, 27 listopada 2018

Tak, tak; nie, nie

W czasie tzw. czarnego piątku znalazłem się w okolicy sklepu AGD, a ponieważ miałem chwilę, postanowiłem pozwiedzać. Wtopiłem się więc w niewielki tłumek poszukiwaczy okazji i elektronicznych substytutów szczęścia. Nagle w tym krzemowo - informatycznym Disneylandzie wyrósł przede mną sprzedawca.
- Ma pan jakieś pytania? - zapytał.
- Tak, mam wiele i ciągle nie dają mi spokoju – odparłem.
- Słucham – powiedział sprzedawca.
- Jaka jest istota Boga? Czy istnieje życie pozagrobowe? - zapytałem.
- A tego to ja nie wiem – powiedział sprzedawca patrząc na mnie jak na świra i czmychnął czym prędzej.

Ta drobna przygoda wywołała we mnie potrzebę zadawania kolejnych pytań. Być może bardziej przyziemnych, a nie dotyczących spraw ostatecznych. Czy homogenizacja kulturowa Europy, marzenie o zaniku państw narodowych i postępujący proces dewastacji wszelkich instytucji to preludium tworzenia nowego świata? A wszystko to w świecie opanowanym przez medialnie sterowanych konsumentów i bliskiego kresu systemu wirtualnego pieniądza. Czy w nowym świecie wirtualne wartości wypierające realne odniosą swój trumf? Co tak naprawdę będzie postawą myśli i działań przyszłych pokoleń, gdy świat zostanie ostatecznie opanowany przez totalitaryzm równości i kompromitację wszystkich wartości? Czy substytuty szczęścia i miłości sprawią, że zapomnimy czym jest naprawdę szczęście i miłość?

Jadąc do pracy w mieście obok mojej wioski mijam bilbordy z zatroskanym o losy świata neo-bolszewickim aparatczykiem ustylizowanym na Ojca Chrzestnego. Postarzał się mafiozo, a znów widocznie chce być wybrany przez prekariat, którego produkcja idzie w najlepsze. Czy oni i jemu podobni staną się symbolami nowej epoki totalnej bezsilności i reglamentacji wszystkiego co realne?


Nie czmychajcie. Samo zadawanie pytań już jest początkiem znalezienia odpowiedzi. Nie bójcie się błądzić. Samo odkrywanie i poszukiwanie prawdy jest drogą.

czwartek, 30 sierpnia 2018

Jak z Polakami posępować należy?

 Jest rok 1764. Tak oto rozmowę (a właściwie instruktarz) carycy Katarzyny z Nikołajem Repninem – ambasadorem Moskowii w Polsce, a właściwie jej realnym władcą w latach 1764 - 1768 przedstawia Waldemar Łysiak w powieści „Milczące psy”:

Zapadła nieprzyjemna cisza. Panin przybrał minę jeszcze większej pokory, a caryca odwróciła się ponownie do ucznia:
- Opowiadano mi jak w roku 1223 wodzowie mongolscy zrobili ucztę zwycięstwa. Jedli siedząc na deskach ułożonych na plecach leżących książąt ruskich. Im więcej jedli i pili, tym głębiej ciała książąt zapadały się w ziemię. Zostali zmiażdżeni na śmierć. Dzisiaj zmiażdżeni są przez nas Mongołowie. Ale inaczej, nie na śmierć. Mongołowie ulegli tym, których zwyciężyli, gdyż poczucie, że jest się właścicielem absolutnych niewolników, działa usypiająco. A poczucie, że się jest niewolnikiem, pobudza w końcu do walki. Rozumiesz to?
- Tak, Najjaśniejsza Pani.
- Posłuchaj dalej, to nie jest aż tak proste. Istnieją różne narody, a raczej różne narody mają różnego ducha. Jedne można pobić i przesiedlić w celu zagarnięcia ich ziem, a świat nie podniesie wrzasku - to małe narody, plemiona. Z innych można uczynić małym wysiłkiem niewolników i będą chętnie lizali rękę pana - to narody o podłej duszy, od kolebki niegodne samostanowienia, w wielkich obszarach Azji roztopią się bez śladu. Z trzecimi wreszcie nie można zrobić ani tego, ani tego, przynajmniej nie od razu - to Polacy. Nie można zaanektować ich państwa, bo trzeba byłoby dzielić się z Prusami, Austrią, Turcją i Bóg wie z kim jeszcze; narzuca to europejska równowaga sił. Po drugie: nie można tego zrobić od ręki, gdyż są to znakomici żołnierze, a cały naród, gdy otwarcie zagrożony, przypomina wściekłego wilka w nagonce. Zbyt dużo by to kosztowało, należy raczej zdemoralizować ich do szpiku. Po trzecie: czy w ogóle należy ich anektować, biorąc na ciało imperium permanentnie ropiejący wrzód, ognisko buntu, rozpalone od kołysek po trumny, od kurnych chat po pałace, w karczmach, warsztatach, dworach i kościołach, grożące gangreną samemu zdobywcy i wiecznie narażające na konflikt z innymi mocarstwami? Czy nie lepiej zostawić im formalną swobodę, z całym teatrum nazw i symboli, które tak kochają, z całą honorową frazeologią, która jest ich narkotykiem, z konstytucyjnymi prawami o fałszywej wartości, i przytroczyć do siodła niewidzialną liną, której jeden koniec trzymasz mocno w dłoni, a drugi zakotwiczyłeś w sercach ,,milczących psów”, co sprawują tam władzę? Szarpniesz i kukiełki robią żądany ruch. Czy to jest jasne, co mówię?
- Tak, Najjaśniejsza Pani.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Bo Niemcy nie śpią!

Stanisław Michalkiewicz o perspektywie gorącej jesieni.