poniedziałek, 19 grudnia 2016

Ciekawy dzień przed nami

Jeśli opozycja wsparta przez niemieckie służby specjalne i równie niemieckie media doprowadzi jednak do przewrotu politycznego w Polsce, to runie ostatnia nadzieja na jej modernizację. Jak widać nawet próba nadania podmiotowości jest czymś trudnym lub praktycznie niemożliwym. Mamy geopolitycznie siedzieć cicho, być słabi i cieszyć się, że jeszcze pozwolono nam żyć. I nie ma tu znaczenia to co myśli przeciętny Polak. Bo jeśli nie Trybunał, to ograniczenie wolności mediów, a jeśli nie to, kolor skarpetek prezesa staną się pretekstem do kolejnych wystąpień i manifestacji. Byli i obecni nadzorcy ludu tubylczego pozbawieni zajęcia nie potrafią po prostu znaleźć sobie miejsca w nowej rzeczywistości. Chyba, że skończy się kasa na zadymy i wszyscy pójdą do domów. Dziś głosowanie elektorskie w USA, dziś też Rzepliński idzie na śmietnik historii. Ciekawy dzień przed nami.

niedziela, 18 grudnia 2016

Panowie w białych kitlach

Ze słynnego krótkometrażowego filmu "Szczurołap" pamiętam dokładnie pierwszą scenę, w której ubrany w biały kitel naukowiec do akwarium wypełnionego wodą wpuścił szczura. Gdy ten dzielnie przebierał łapkami, naukowiec tłumaczył przebieg okrutnego eksperymentu. Według niego szczur wytrzyma dający się określić czas i utonie nie mogąc wydostać się ze "szklanej pułapki". Wystarczy jednak na chwilę w naczyniu umieść drewniany patyk, a potem go zabrać, aby zwierzątko pływało znacznie dłużej w nadziei, że w końcu patyk znów się pojawi. Jeśli zatem chcemy naszego szczura utrzymać przy życiu najdłużej jak się da, a nie możemy zrobić nic innego, to podajmy mu na chwilę kijek. Dajmy cel i nadzieję, aby mógł dalej pływać. Dajemy sens walce.
"Szczurołap" to film stary. Dziś tego typu eksperymenty potraktowane były jako bestialstwo, ale co do zasady, to odnoszę wrażenie, że podobny eksperyment ma właśnie miejsce w naszym kraju. Jeśli ktoś miał do niedawna wątpliwości, jak naprawdę kręci się demokracja i o co w niej chodzi, to po obserwacji wydarzeń ostatnich dni powinien zmienić zdanie. Nie chodzi mi wcale o nieudolne prowokacje i szeptanie do uszu ciżby, że oto owa demokracja jest zagrożona, tylko o sam mechanizm w sensie szerszym. W czasie protestów na kijowskim Majdanie ktoś mądry zadał pytanie jak to się dzieje, że ci ludzie tam przychodzą? Przecież powinni być w pracy, aby zarobić na utrzymanie rodzin. Potem okazało się, że dzienny protest to ściśle wyliczona, wcale nie mała kwota wyrażona w dolarach, a ten kto był sponsorem całego zamieszania realizował znacznie bardziej perfidny plan – patrz wyrafinowany model biznesowy. Z nami problem jest większy, bo Polsza to nie Ukraina choć też jak to powszechnie wiadomo żadna tam zagranica. U nas wybory wygrała jedna partia, więc jeśli nie wchodzi w grę rozłam to takie rozgrzane emocji, aby władzy puściły nerwy i użyła siły, a wtedy będzie dopiero: „aj waj”. 
Jedyne co jest w tej chwili nam najbardziej potrzebne, to spokój i opanowanie i to nie wcale wyłącznie dlatego, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. To co widzimy w mediach i na ulicach stolicy to według mnie wyłącznie efekt desperacji wsuwających kijek naszych „bratnich sojuszników” i ich przebierającej łapkami odsuniętej od koryta lokalnej agentury. Trzeba dać nadzieję na zmianę aby przedłużyć szczurzy żywot, bo nie wiadomo kiedy agentura znów będzie potrzeba. Szóstego stycznia bowiem rządy w USA najprawdopodobniej obejmie „populista i demagog” Trump, więc do tej chwili zarówno niemieckie jak i rosyjskie służby (rzecz jasna postępu) mają czas, aby pobawić się patyczkiem. Potem będzie już „po ptokach”, bo w końcu nowy prezydent USA zapyta po co ta zadyma? Pamiętać należy, że póki co w sensie formalnym niemieckie służby specjalne pozostają pod formalną kontrolą bezpieczniaków USA, więc ile się da ugrać w przeciągu najbliższych kilku dni tak już pozostanie. Potem psia sfora zyska innego pana, czy im się to podoba czy nie i najprawdopodobniej znów zapanuje na jakiś czas cisza.
Co powinien nasz rząd? Jak wspomniałem powinien zachować spokój i konsekwentnie wycinać wszelkie żerowiska na publicznym mieniu, które są także potencjalnym źródłem finansowania „spontanicznych” zadymiarzy. Szurek bowiem musi mieć świadomość, że nie tylko wybawienie nie przyjdzie, ale w przeciekającym akwarium nie skończy się woda tak szybko, a szklana gładka tafla nie pozwoli wścibić nawet pazurka.
Pytanie tylko, czy szczury zdają sobie sprawę, że celem ich mocodawców jest być może wyłącznie przedłużenie ich agonii? Jeśli nie, to najwyższa pora aby zdali sobie z tego sprawę. Po co się męczyć?

sobota, 3 grudnia 2016

Strategia rewolucji permanentnej

Od jakiegoś czasu przeróżni obserwatorzy politycznego życia wskazują na pewne podobieństwo zachować współczesnych społeczeństw, które uodpornił się na medialne pranie mózgów i zaczęły w  sposób praktyczny korzystać z przysługujących im demokratycznych praw wybierając nie tych, których powinni i których wypada. Najpierw Orban na Węgrzech, potem Kaczyński w Polsce, aż wreszcie Trump w USA. Ale na tym nie koniec. Przecież niewykształceni, starzy z małych ośrodków w Wielkiej Brytanii pokazali fucka Unii Europejskiej, a we Francji nie jest wykluczone, że najbliższe wybory prezydenckie wygra kandydatka Frontu Narodowego. Ewidentnie coś poszło nie tak. Gdy dodamy do tego inne anty-systemowe postawy w różnych częściach świata, które buntują się przed narzucanym im jedynym słusznym porządkiem, to uzyskamy pełny obraz. Ktoś mógłby powiedzieć, że globalna niewola korporacji, dolara i politycznej poprawności będąca miksem zmutowanego komunizmu i korpo-totalniactwa przeżywa ostateczny krach. Nic bardziej mylnego. Logiką sił postępu i zniewolenia jest planowe cofanie się, odpuszczanie, aby uderzyć ponownie w po raz kolejny zmutowanej formie. Proces trwałej przemiany człowieka w człowieka radzieckiego jest dzięki temu nieco poszarpany ale ciągły. Oczywiście rewolucja wymaga ofiar i jak zwykle padają nimi zastępy jej piewców z pierwszej linii, a pozostałe szeregi rozproszone i ukryte w katakumbach szukają kolejnego, optymalnego i dostosowanego do danej sytuacji sposobu na osłabienie starego – naturalnego porządku. Czy zatem ludzie dzierżący w swych dłoniach prawdziwe wodze rewolucji inspirują także kontrrewolucyjne maskarady? Nie jest to wykluczone szczególnie w sytuacji, gdy dany etap wyczerpał już swoje możliwości ekspansji. Być może za jakiś czas ujrzymy kolejne oblicze zmutowanego lewactwa? Nie będzie to już oczywiście trójkolorowa szarfa przypięta do piersi otumanionego motłochu, ani gwiazda na czapie czekisty, ani tęczowa flaga w rękach feministki na proaborcyjnym masztu. Co to będzie? Nie wiadomo ale na pewno będzie. Niestety.