wtorek, 29 marca 2016

Wojna propagandowa dla opornych

Obserwując to co się dzieje, przypomniał mi się stary dowcip. Oto podejrzewający swą leciwą żonę od zdradę zazdrosny mężczyzna ukrywa się w sypialnianej szafie udając, że idzie do pracy. Po jakimś czasie do drzwi puka jej kochanek – Stefan. Jest to mężczyzna młody, niesamowicie przystojny, który zaczyna po kolei zdejmować swe ubranie odsłaniając piękne muskularne ciało. Małżonek obserwuje to wszystko przez szparę w uchylonych drzwiach szafy i nawet zaczyna nieco rozumieć swoją żonę, bo gdzie mu do Stefana? Gdy ten stoi już całkiem nagi rozbierać się zaczyna żona ukrytego w szafie nieszczęśnika. Po kolei odsłania swoje nie młode ciało, ale czyni to z gracją dwudziestolatki. W końcu z rzuca z siebie szlafrok i biustonosz, a obaj mężczyźni: jeden w szafie a drugi w sypialni widzą jej obwisłe, płaskie pieski. „Och jaki wstyd przed Stefanem” - pomyślał ukryty szafie mąż. 
Co tak naprawdę zaszło? Uczucie wstydu przesłoniło boleść zdrady, a i być może i chęć zemsty. 
Gdybym był wielkim cybernetykiem, to propagandowej ofensywie obrzydzającej Polakom ich obecny rząd zrobiłbym to co się właśnie dzieje. Czyli pokazał jak bardzo jest on odseparowany od demokratycznego świata i jak ów świat brzydzi się polskim przywódcami. Przecież Obama nie spotka się z takim „totalniakiem” jak Duda... Pierwotna antyrządowa propaganda miała jednak jeszcze jeden cel: pokazanie społeczeństwu potencjalnych nowych atrakcyjnych przywódców, którzy już wcześniej wiedzieli, że „PiS to kwas” więc są wiarygodni, a to, że to te same mordy które doprowadzały kraj do ruiny? A kogo to obchodzi? Kogo też obchodzi, że w czasie szczytu w USA prezydent Obama ma tylko dwa spotkania z głowami państw i żadne z nich nie należy do Unii Europejskiej? Ważne, że dany Stefan jest atrakcyjny, a nasza połowica nie. Każdy pretekst jest dobry, aby to pokazać. Podobnie jak nie ważne jest kto ma w sprawie TK rację i jaka jest istota tego. Oczywiście obecna ekipa chociaż deklaratywnie nadepnęła korporacjom na odcisk i powiedziała, że Polacy już nie chcą być dojeni tak jak do tej pory, ale to to w tej rozgrywce sprawa drugorzędna. Liczy się interes postkomunistycznego układu. Zanim nie rozpadnie się on na drobne kawałki, społeczeństwo ma poczuć znów jakim obciachem jest jego stara w porównaniu z pięknym Stefanem, z którym figle pewnie słono kosztują, ale znowu: kogo to obchodzi? Jak to nie zadziała to zmieni się repertuar i aktorów.
Co zrobi wielki cybernetyk teraz? Ano będzie nadal atakował i próbował wywołać rozłam w PiS. Rozłam o tyle istotny, że pozbawi on tę partię władzy. W wyniku nowych „demokratycznych” wyborów nie muszą wcale dojść do władzy zjednoczone siły atrakcyjnych Stefanów, lecz nowa bardziej prawicowa od PiS formacja powstała na skutek podziału tej partii.
Znajdujemy się w samym środku działań wojennych w których nasz interes nie ma najmniejszego znaczenia. Ma u nas się kotłować i najlepiej jakbyśmy się wzięli za łby. Potem zapanuje tu nowy porządek. Problem polega na tym, że jeśli przeróżne wróbelki ćwierkają prawdę i że mamy w wyniku międzymocarstwowych ustaleń przejść z czasem do rosyjskiej strefy wpływów, to musi się u nas pojawić ultra prawicowa i narodowa siła, która wyciągnie nas spod jarzma Unijnej tyranii, bo tylko taki ruch wielkiego cybernetyka miałby sens. Jeśli tak, to sił prawicowych wygubić całkiem nie można.

sobota, 26 marca 2016

Dylematy

No i znów huknęło i dmuchnęło, tym razem w Brukseli. Znów będą masze, protesty, lamenty i.... nic. Pytanie kiedy liderzy zachodnich społeczeństw wyciągnął z zaistniałej sytuacji jakieś wnioski? Pewnie nie prędko. Tak więc jak przewidywałem wszystko zmierzać może w dwóch kierunkach: budowy państwa totalnego, któremu obywatele dadzą dobrowolnie władzy kolejne obszary wolności w trosce o swoje bezpieczeństwo, lub ideologicznego przewrotu, który zaowocuje trudną ale sukcesywną deportacją całych islamskich społeczności z terpenu Zachodniej Europy. W interesie rządzących obecnie Europą lewicowych elit jest oczywiście pierwsze rozwiązanie. Zdecydowana większość Belgów czy Francuzów z wypranymi do cna mózgami także będzie wolała to „mniejsze zło” i zdecyduje się nawet na poparcie polityki apartheidu, która i tak zaczyna być faktem. O, przepraszam, przecież to nie może się tak nazywać. Nazwą to „polityką nieprowokacyjnego współistnienia”, czy jakoś tak, ale efekt będzie identyczny. Mury oddzielą islamskie dzielnice od reszty społeczeństwa. A to spowoduje, że przy panującym tam przyroście naturalnym za dwa pokolenia rodowici Francuzi czy Belgowie w swoich ojczyznach stanowić będą mniejszość. Uśpienie konfliktu i policyjna prewencja sprawą bowiem, że system i jego troska będzie wydawał się potrzebny jak nigdy dotąd. Drugie rozwiązanie w postaci możliwego jeszcze ideologicznego przewrotu na zachodzie poprzedzone likwidacja socjalu i uznaniem islamu za religię zbrodniczą byłoby oczywiście bardziej racjonalne, ale raczej wykluczone. Tak więc za chwilę na ulicach Warszawy będzie można dość często usłyszeć język Francuzki. Najlepszym dowodem na to jest mój sąsiad zza płotu– emerytowany nauczyciel z południa Francji, który zdecydował się osiedlić w Polsce nie tylko ze względu na niskie ceny nieruchomości. Nasze szczęście w nieszczęściu polega na tym, że nie musimy mieć tego typu dylematów. Pomimo intensywnej propagandy antynarodowej i antykatolickiego prania mózgów wciąż pozostajemy organizmem zwartym i tego należy bronić ponad wszystko. 
W świetle jednak nagłego rosyjsko – amerykańskiego zbliżenia, które ma powstrzymać gospodarczą ekspansję Chin, dylematy kilku krajów Europy z nadmierną liczbą obcych kulturowo przybyszów wydają się zjawiskiem marginalnym. W przeciągu kilku lat Chiny nie będą miały wyjścia i zmuszone zostaną do prewencyjnego ataku chyba, że międzyczasie coś się zmieni. Obecna sytuacja Chin wydaje się tożsama do tej, w jakiej znalazła się Japonia przed atakiem na Perl Harbor. Blokada surowcowa jaką wprowadzili Amerykanie zmusiła ich do uderzenia. Chiny z rozpędzonym przemysłem ale odcięte od rynków zbytu znajdą się przed podobnym dylematem: albo poddać się i uznać prymat USA, albo wywalczyć sobie przestrzeń i dostęp do międzynarodowego handlu. Podobnie jak w przypadku tzw. „uchodźców” i zachodnich elit wybór Chińczyków wydaje się tylko teoretyczny. To oczywiście jeszcze potrwa, ale lont do wielkiej wojny już płonie. Co za zmianę frontu dostała Rosja? Na razie nie wiadomo, ale można się domyślać. 
W świetle tego nie powinien dziwić fakt, że pani premier wbrew wcześniejszym deklaracjom zapowiedziała, że nasz kraj żadnych „terrochodźców” nie przyjmie i już. Ktoś mógłby odnieść wrażenie, że mamy silną władzę, co się Europy nie lęka. A być może pospawa taka wynika to bardziej z realnej słabości Europy? Nie wiem. Wiem natomiast, że może to być ostatni akord naszej i tak wątłej suwerenności zanim dokona się na naszym gruncie jakaś radykalna zmiana. Być może pani premier wie już, że to my mamy być dla Rosjan prezentem za „usługi” oddane Amerykanom? Bez względu na to i tak utrzymanie wewnętrznego bezpieczeństwa i kulturowej tożsamości jest bezdyskusyjny fundamentem i granicę, której przekroczyć nie można. W tej kwestii nie ma nawet teoretycznie żadnego dylematu.

środa, 23 marca 2016

Trzynaście zasad

Trzynaście zasad jak pokonać wrogie państwo bez walki. Warto je przypomnieć i zapamiętać, szczególnie teraz:
  1. Dyskredytujcie wszystko co dobre w kraju przeciwnika. (Poddawaj w wątpliwość dobro.)
  2. Wciągajcie przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze przedsięwzięcia. (Kompromituj przywódców.)
  3. Podrywajcie ich (nieprzyjaciół) dobre imię. I w odpowiednim momencie rzućcie ich na pastwę pogardy rodaków. (Wstrząśnij ich wiarą, niech gardzą.)
  4. Korzystajcie ze współpracy istot najpodlejszych i najbardziej odrażających. (Posługuj się ludźmi złymi.)
  5. Dezorganizujcie wszelkimi sposobami działalność rządu przeciwnika. (Dezorganizuj działalność władz.)
  6. Zasiewajcie waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego kraju. (Siej niezgodę między obywatelami.)
  7. Buntujcie młodych przeciwko starym. (Podżegaj młodych przeciwko starym.)
  8. Ośmieszajcie tradycje waszych przeciwników. (Drwij z tradycji.)
  9. Wszelkimi siłami wprowadzajcie zamieszanie na zapleczu, w zaopatrzeniu i wśród wojsk wroga. (Zakłócaj aprowizację.)
  10. Osłabiajcie wolę walki nieprzyjacielskich żołnierzy za pomocą zmysłowych piosenek i muzyki. (Rozpowszechniaj zmysłową muzykę.)
  11. Podeślijcie im (nieprzyjaciołom) nierządnice, żeby dokończyły dzieła zniszczenia. (Sprzyjaj rozwiązłości.)
  12. Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany zwróci się stokrotnie. (Nie żałuj pieniędzy.)
  13. Infiltrujcie wszędzie swoich szpiegów. (Zbieraj informacje.)
Sun Tzu - jakieś 2500 lat temu...
(w nawiasach - alternatywne tłumaczenie)

piątek, 18 marca 2016

"Model biznesu" - opowiadanie

Udało mi się kilka dni temu napisać opowiadanie pod tytułem „Model biznesu”. To taka rozgrzewka przed kolejnym etapem prac nad powieścią "Tripium". Według opinii kilku moich przyjaciół opowiadanie gwarantuje dobrą rozrywkę na jakiejś pół godziny, a także odrobinę refleksji.
Ponieważ niestety mam tak, że sam nie widzę własnych błędów, proszę o przesłanie informacji jeśli ktoś znajdzie jakiś. Nie było czasu na profesjonalną korektę, a samo opowiadanie nie „leżakowało”. Z góry dziękuję za wyrozumiałość i uwagi. Poprawki postaram się nanosić na bieżąco.

Model biznesu:
- pdf,
- epub,
- mobi,
- txt,
- zip (pdf, epub, mobi, txt)

Dobrej zabawy!

Sprawy nabrały nagłego przyspieszenia

Oto Jarosław został pono zrugany przez przedstawiciela pewnego zamorskiego imperium za to, że nie szanuje w Polsce konstytucji, jest niedemokratyczny i w ogóle obciachowy. To oczywiście tylko pokłosie konferencji w Monachium, na której także pono ustalono nowy podział świata, a przede wszystkim to, że Rosja doszlusuje do antychińskiego obozu, za co otrzyma nie wiadomo co. Efekt taki, że zarówno Polska jak i Turcja zostały na lodzie. Po co komu klin wbity między Rosję a Niemy, skoro wszyscy grają w jednej drużynie? Brak amerykańskiej kurateli nad naszym krajem oznacza poważne kłopoty. I teraz pytanie czy Jarosław zdecyduje się nadal budować zręby suwerenności, czy świadomy politycznego realizmu pokornie przyjmie rolę wasala? Dowiemy się już wkrótce. Możliwa jest też strategia a’la PSL. Czyli przytakiwać, podlizywać się i aprobować pozycję junior partnera, a pod spodem robić swoje. Ale to raczej w przypadku PiS strategia na krótką metę. Prawdopodobny wydaje się więc scenariusz w którym PiS doszlusuje do „sił postępowych” i wszyscy jak drzewiej przy okrągłym stole zatańczą wesołego oberka. Oby tak się nie stało. 
Utrzymanie pozycji lidera przez PiS i zdławienie fermentu a’la KOD przy braku przychylności ze strony USA wydaje się skrajnie trudne. Optymalne wydaje się granie na zwłokę i przytakiwanie niczym oddany kamerdyner, dzięki czemu możliwe będzie doczekanie do wyborów prezydenckich w USA, dzięki czemu możliwe jest, że w polityce międzynarodowej ten kraj wykona kolejną woltę, a Polska w roli cerbera dla Niemiec będzie jeszcze potrzebna. Jest to jedyna w tej chwili płaszczyzna poza, poza rychłą zmianą geopolityczną na świecie, która jest w stanie utrzymać strzępki naszej suwerenność i to bez względu na to, kto i pod jakim szyldem będzie u nas sprawował władzę. To trochę jak w starym żydowskim dowcipie, w którym Icek zostaje przyłapany na miłosnych harcach na cmentarzu. Pobożni Żydzi chcieli śmierci nieszczęśnika, na co mądry rabin odpowiedział, że taki łajdak może nam się jeszcze przydać… 
Zawsze więc jest nadzieja. A tymczasem należy bezwzględnie realizować plan zakończenia okresu postkomunizmu. To jest najważniejsze.
 

czwartek, 10 marca 2016

A więc wojna

Kolejna odsłona wojny o Trybunał weszła w kulminacją fazę i przysłoniła nawet kwity na Bolka. Trybunał uchylił ustawę, która dotyczyła właśnie jego pomimo kompromitującego wyrok wycieku, a pani premier zapowiedziała, że wyroku nie opublikuje. Wszystko wskazuje na to, że biorąc pod uwagę dynamiczne zmiany geopolityczne dotyczące naszej części świata, rezydenci obcych wywiadów i ich agentura grają na scenariusz rozbiorowy. Aż dziwę się prezesowi wszystkich prezesów, że jako wytrawny polityk dał się na to nabrać. Teraz nastąpi eskalacja konfliktu, który chwilowo może być dla wszystkich na rękę, bo przysłoni realne problemy.
A dalszy rozwój wypadków? Nie zdziwiłbym się gdyby sędzia nad wszystkimi sędziami został wkrótce znaleziony martwy w swym mieszkaniu na skutek wizyty jakiegoś seryjnego samobójcy, ale takiego nieudolnego, albo gdyby jego samochód jakimś cudem wpadł do Wisły. Oczywiście wszyscy uznają, że za "wypadkiem" sędziego wszystkich sędziów stoi nie kto inny jak prezes wszystkich prezesów, a ten niewinny niczego dopiero wtedy zda sobie sprawę, że już nie jest w stanie powstrzymać tego co nieuniknione. Wtedy rzeczy potoczyłyby się na podziw szybko. Ponieważ prawdziwa rewolucja potrzebuje krwi męczenników, wtedy dopiero zacznie się walka o pokój i demokrację, że kamień nie zostanie na kamieniu. Bo prawdziwa polityka to nie jest prosta gra w ping - ponga. To szachy gdzie czasami opłaca się poświęcić wierne pułki tylko po to, aby wroga wprowadzić w pułapkę bez wyjścia. Po kilku kolejnych miesiącach targów, napaści i demonstracji okoliczne państwa uznają, że coś takiego jak Polska nawet istniejąca teoretycznie nie ma sensu i była od zawsze wypadkiem przy pracy nad wersalskim traktatem. I w ten sposób stanie się to, co postanowiono w Monachium prawie miesiąc temu: Kawałek nowego ładu ustanowi się sam, a kadłubkowe państwo (jeśli takowe pozostanie) zyska nowych - starych protektorów. Wtedy przyjdzie czas na organiczną pracę i program: Kościół szkoła, strzelnica, mennica. Ale jedno będzie w tym wszystkim dobre: Wszystko stanie się jasne choć na chwilę.
Oczywiście to tylko hipoteza i zakładam, że strony konfliktu mają rozum i chodzi im o interes Ojczyzny. No chyba, że jedna ze stron lub nawet obydwie są czyjąś agenturą, ale "po czynach ich poznacie".


Tymczasem pan Stanisław patrzy na sprawę nieco inaczej ale być może bardziej trafnie niż ja. Jeśli ma rację, to rewolucji nie będzie, ale tak naprawdę to nie ma się z czego cieszyć.

środa, 9 marca 2016

Nieco światła czyli wyjaśnienie i zapowiedź

Za kilka dni będzie czwarta rocznica premiery Rekonfiguracji i z tej okazji winien jestem kilka słów wyjaśnień. Otóż prace nad nową powieścią pt. „Bractwo ukojenia” byłem zmuszony porzucić już jakiś czas temu i to w sytuacji, gdy były one ukończone w osiemdziesięciu procentach. I dobrze się stało. Teraz naprawdę nikt by mi nie uwierzył, że to co wymyśliłem dwa, trzy lata temu napisałem właśnie wtedy. Dość powiedzieć, że jeden z wątków rozpoczynał się od strzelającej opony, która w wyniku śledztwa okazała się być wyposażona w mikro bombę detonowaną dzięki efektowi Dopplera przez sterownik umieszczony w pobliskim rowie... Analogii z tym co nas otacza było niestety tak wiele, że zacząłem się nawet zastanawiać, czy ktoś nie płata mi jakiegoś figla i czy przypadkiem scenarzyści naszego Matriksa nie mają hasła do mojej chmury. :-) W każdym razie dość. Kilka wątków wykorzystam być może w przyszłości ale całość musi trafić do kosza.
Za to w bólach rodzi się historia pod roboczym tytułem „Tripium”. Będzie to opowieść tak dojechana, że zastanawiam się czy ktokolwiek ją przeczyta. W tej chwili ma już prawie 170 stron a końca nie widać. Jedno jest pewne: jest raczej mało prawdopodobne, że rzeczywistość wyprzedzi jej fabułę. A tymczasem mam już pomysł na nowe „dzieło”. Niestety, jak "śpiewał" ojciec pewnego mało śmiesznego aktora - również aktor: „czasami człowiek musi inaczej się udusi”.

Można się zgadzać lub nie...

... ale obejrzeć warto.

Józef Orzeł  mówi (1.09):

"Niestety nie jest tak, że świat nie jest sprawiedliwy, bo gdyby był, to Jezus nie musiałby tu przychodzić i nic się od tego czasu nie zmieniło. Znowu by się przydał. Po drugie. Jak ktoś jest słaby, to musi być mądry. I z tym mamy pewien problem. Otóż na prawicy od 1989 roku brakuje infrastruktury do myślenia. Think tankowej, analitycznej i to takiej, która nie mówi tylko do polityków, do specjalistów, tylko do ludzi. Ponieważ nie można robić polityki, która byłaby równocześnie taktyczna, czyli odbiegała od zasad i wartości i cieszyła się wielkim poparciem elektoratu, który i tak jest nasz. A powiedzieć Polakom, że polityka jest trudna można pod jednym warunkiem, że się ją wyjaśni."