poniedziałek, 29 lutego 2016

Rocznica

Dziś przypada rocznica wypowiedzenia przez Stefana Kisielewskiego słów o "dyktaturze ciemniaków". Było to 29 lutego 1968 roku w czasie obrad Związku Literatów Polskich. Chodziło co prawa o zdjęcie z afisza "Dziadów" Dejmka, ale według mnie słowa te mają nieco szerszy kontekst, który jest wciąż aktualny. Wypada mieć nadzieję, że kiedyś "dyktatura ciemniaków" odejdzie w niebyt wraz z chowem wsobnym w politycznych partiach, gdzie lider bez piątej klepki otacza się kretynami w nadziei, że nie odsuną go od koryta. Tamtym jednak w końcu się to im udaje, a po jakimś czasie sytuacja się powtarza. I tak od prawie stu lat dławi nas ta spirala głupoty niezależnie od politycznego systemu w jakim żyjemy. Efekt tego taki, że ludzie poważni i mądrzy stronią od polityki. Tak według mnie przedstawia się proces, który stał i nadal niestety stoi za słowami mistrza Kisiela.

piątek, 26 lutego 2016

I tak po dziś dzień...

Prof. Antoni Dudek: "Gorbaczow dał zielone światło: Nie mamy nic przeciwko takim rozwiązaniom ustrojowym w Polsce, które będą umacniały ustrój socjalistyczny".

środa, 24 lutego 2016

Sztuczka z szafą

Jest taka prosta sztuczka, którą poznałem jeszcze w podstawówce. Podchodzisz do najlepiej pustej szafy, stajesz do niej twarzą w odległości około pół metra. Wychylasz głowę do tyłu, po czym zdecydowanym ruchem kierujesz głowę w stronę ściany szafy. Jednocześnie dłonią luźno zwisającej ręki uderzasz z całej siły w jej ścianę. Dobrze mieć jest długie włosy, ale przy nabraniu odrobiny wprawy i koordynacji nie jest to konieczne. Twoja głowa nawet nie dotyka powierzchni szafy, a ręka robi odpowiedni hałas, dlatego najlepiej jak mebel jest pusty. Wszyscy, którzy to widzą są święcie przekonani, że w porywie szaleństwa uderzyłeś głową w szafę. Dlaczego tak się dzieje? Nie ukrywasz przecież wcale uderzającej w mebel ręki. Ludzie koncentrują swą uwagę na głowie i mają z góry określane wyobrażenie tego co się stanie. Ich mózgi tworzą tylko iluzję popierającą ich współcześniejsze przewidywania. Na tym prostym mechanizmie opera się większość prestidigitatorskich sztuczek. Ale jak widać nie tylko.
Mamy od tygodnia znowu dwie Polski: jedną tych, którzy przejrzeniu przez IPNu szafy Kiszczaka są przekonani o agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy i tych którzy uparcie wbrew faktom twierdzą, że jest niewinny. Ludzie patrzą i nadal widzą to co chcą zobaczyć. Przez wiele lat ich mózgi zostały przyzwyczajone do optymistycznej wersji historii, więc trzymają się każdego strzępka informacji potwierdzającego „starą prawdę” o dzielnym elektryku ze stoczni i cudzie okrągłego stołu.
Sztuczka z szafą może być traktowana nie tylko jako metafora naszej ułomności w obserwacji świata, ale także jako pewna hipoteza. Wszystkie media skoncentrowały się na sprawie Bolka niczym na głowie showmana stojącego przed szafą. Pytanie co dzieje się takiego poza kamerami, co robi w tej chwili ręka? Być może całe zamieszanie jest między innymi po to, aby ukryć coś istotnego? Na przykład być może właśnie przez szpalty gazet przewijają się jakieś ważne ustalenia dotyczące umowy TTiP, których nikt nie zauważa? Później będzie można powiedzieć, że przecież wszystko było transparentne, a wy patrzyliście na starszego człowieka wymyślającego kolejne wersje historii zamiast zainteresować się tym co naprawdę ważne. Teraz więc bardziej niż kiedykolwiek warto jest rozejrzeć się dookoła i śledzić doniesienia prasowe na ostatnich stronach. Tak rzecz jasna na wszelki wypadek.

Ze sztuczką z szafą niesie się pewne niebezpieczeństwo. Po jej pokazaniu należy natychmiast wyjaśnić mechanizm manipulacji i traktować bardziej jak o ilustrację do opowieści jakie figle płata nam nasz umysł. Bowiem część ludzi, która ją zobaczy bez właściwego wytłumaczenia będzie już zawsze przekonana o szaleństwie osoby wykonywającej ten numer. Ale jak widać sztuczkę z szafą najlepiej wykonywał pan Kiszczak, bo potrafił wykonać ją nawet zza grobu.

EDIT:
Może to co stało się 12 lutego w Monachium, a nie TTiP jest powodem całej maskarady? Jeśli tak, to za chwilę czeka nas jakiś kolejny Okrągły Stół, bo po co zrywać za wcześnie woal demokracji?
https://plus.google.com/108126611189198988859/posts/H9LSiYjFn9N

poniedziałek, 22 lutego 2016

Cios za cios

Podczas gdy kowboje dyskutują o sposobach podzielenia indiańskiej prerii na indywidualne rancza, indiańskie plemiona prowadzą zaciekły spór nad niezwykle istotnym problemem czy wigwamy należy rozstawiać od wschodu do zachodu słońca czy może w odwrotnym kierunku.

Najbardziej niepokojący nie jest sam przebieg publicznego dyskursu w Polsce lecz jego „warstwowa” specyfika. Odnoszę wrażenie, że pewne rzeczy układają się w pewną całość. Najpierw mamy polityczny konflikt kto kogo bardziej wykiwa w sprawie Trybunału, potem na jego bazie powstaje „spontaniczny” KOD, który tak naprawdę sam nie wie po co i przeciw czemu powstał, a na koniec mamy dziwnym trafem odnalezioną teczkę TW Bolka. Materiały te nie tylko kompromitują samego Wałęsę, ale także niszczą mit założycielski III RP, a więc podstawę tego o co walczą KODowcy. Bunt przeciw nowej władzy i zaplanowana rewolucja nie są możliwe z bardzo prostej przyczyny: masy nie poprą protestujących i nie zgodzą się na wypracowany już język buntu, który w obecnej chwili wydaje się być całkowicie fałszywy.
Wydaje mi się, że w Polsce toczy się właśnie wojna informacyjna na wielką skalę z wykorzystaniem wszelkiej możliwej agentury wpływu. Obie strony konfliktu licytują się wzajemnie wyciągając coraz to nowe asy z rękawa albo jak Kargul z Pawlakiem tłuką na złość sobie garnki i rwą koszule z granicznego płotu zapominając przy tym czyją własnością są te przedmioty. Zaangażowanie w konflikt jest tak ogromne, że można odnieść wrażenie, że wcale nie o Polskę tu chodzi lecz o jakąś istotniejszą kwestę. Utrzymanie się lub nie PiSu przy władzy może zatem w ocenie prawdziwych stron konfliktu przekładać się na jakąś istotną w skali europejskiej kwestię. Pamiętajmy, że dla rządzących na zachodzie dojście do władzy PiSu i jego samodzielność w rządzeniu były sporą niespodzianką. Należy więc tej władzy pozbyć się „profilaktycznie”, bo jeśli na przykład owa wielka niewiadoma jaką jest PiS nie zgodzi się na ratyfikację jakiegoś ważnej międzynarodowej umowy np. TTiP, a przy tym zaczyna samodzielnie rozmawiać z Pekinem o sprawach handlowych, to wywołanie buntu staje się potrzebą chwili. Ale pośpiech jak wiadomo jest dobry przy łapaniu pcheł, a nie przy czymś poważnym. Stąd błędy.
KOD i Petru jako nośniki przyszłej rewolucji zostali przez panią Marię Kiszczak (lub jej mocodawców) zaszachowani. Nikt nie musi zatapiać indywidualnie tych łódek, bowiem została wypuszczona woda z całego basenu. Proces to pewny i nieodwracalny, a wszelka polityczna narracja w obronie III RP, która w tej chwili zasługuje na szydercze miano UBkistaniu śmieszna i nie do przyjęcia. Czekamy na dalszy rozwój wypadków ale jedno jest dla mnie pewne: w całej rozgrywce nie jesteśmy podmiotem, a bardzo chciałbym abyśmy byli.

środa, 17 lutego 2016

Wdowi grosz

Była połowica Czesia przekazała ponoć IPNowi kwity na Bolka. Oczywiście nie za darmo. Znaczy to, że jego "legenda" jest już nikomu nie potrzeba, albo jest jeszcze ciekawiej. Bo jeśli materiały miałby bezpowrotnie pogrążyć byłego lidera Solidarności, to znaczy, że wypuszczający je ze swych rąk wiedzą doskonale, że mitem założycielskim III RP już nie pograją i pora zwijać żagle. Inna hipoteza jest równie ciekawa. Wdowa zadziałała licząc rzeczywiście na parę złotych i obronę dobrego imienia męża. Ale nie bądźmy śmieszni. Gdyby tak było, to świadczyłoby to tylko o tym, że bezpieczniackie watahy są w rozsypce, a to raczej mało prawdopodobne.
Przyziemne intencje wcale nie przeszkadzają w wypełnieniu bezpieczniackiej misji. Najprawdopodobniej w grę wchodzi inna ewentualność. Bezpieczniacy na skutek dojścia PiSu do władzy zaczęli tracić kontrolę nad swą dawną agenturą. Ta bowiem poczuła, że ich dawni zwierzchnicy i jednocześnie opiekunowie ich karier ostatecznie stracą jakiekolwiek wpływy. Teraz po wyczynie "pazernej wdówki" i roztrąbieniu go przez media, każdy gminny szpicel otrzymał informację, że jak przestanie się słuchać to jego kwity także mogą trafić do IPNu przyniesione w zębach przez kolejną wdowę. I najprawdopodobniej to w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Jeśli mam rację, to za jakiś czas okaże się, że kwity na Bolka nie są tak sensacyjne i wszystko będzie po staremu. Agentura odetchnie z ulgą gotowa do dalszej ofiarnej pracy na rzecz swych cerberów. Cybernetyczny majstersztyk, ale jeśli mam słuszność, to oznacza to, że scenariusz wojenny staje się jeszcze bardziej prawdopodobny.

A swoją drogą, może mamy do czynienia z narodzinami nowej świeckiej tradycji? Być może na przestrzeni lat do Instytutu trafią inne fanty będące materialnymi dowodami naszej najnowszej historii przynoszone przez na przykład prezydenckie wdowy? Do IPN trafi Gęsiarka albo zajmująca całą piwnicę i strych kolekcja butelek po różnych rzadkich trunkach po innym byłym prezydencie? Kto wie? Choć udanie się do skupu surowców wtórnych w przypadku tej konkretnej wdowy mogłoby zapewnić jej godziwy byt do samej śmierci. Z drugiej strony ciężko jest oddać na stłuczkę dorobek życia męża.

EDIT 18.02.2016:
Coraz więcej ciekawych rzeczy mówią media o archiwum Kiszczaka. Wiele wskazuje na to, że odchodzi właśnie w niebyt scena polityczna jaką znamy, a wraz z nią III RP, będąca niczym innym jak kontynuacją PRL. Cała narracja o sukcesach pookrągłostołowej Polski będzie cuchnąc i gnić coraz bardziej także dla jej piewców. Jarosław Kaczyński nie mógł sobie wyobrazić pewnie lepszego prezentu niż ten, który paradoksalnie otrzymał pośmiertnie od generała Kiszczaka, którego należy zacząć chyba nazywać wreszcie i sprawiedliwie ojcem założycielem republiki Okrągłego Stołu. Tylko czy to nowe otwarcie nie jest nową manipulacją służb na utrzymanie dotychczasowego porządku? Czas pokarze. Grzegorz Braun mówił już dawno o nowym okrągłym stole, który nas czeka i że część opozycji, podobnie jak w Magdalence zostanie doszlusowana do obozu zdrady. Oby się mylił.

niedziela, 14 lutego 2016

sobota, 13 lutego 2016

Kakofonia

Coraz więcej wskazuje na to, że jeśli nawet czasy w których przyszło nam żyć to nie czasy ostatnie, to z pewnością wyjątkowo ciekawe. Nie mamy dzisiaj najmniejszej pewności, czy nasze dobre intencje i działania nie są czyjąś manipulacją i zaplanowaną strategią. Oto na jednej ze styczniowych demonstracji KOD, którą oglądałem w telewizji pojawiła się młoda kobieta z transparentem „Nie oddamy TVP ABC”. Okazało się, że to zatroskana matka, której ktoś wbił do głowy, że dojście do władzy PiS w publicznych mediach oznacza likwidację ulubionego kanału z bajkami jej pociech. Z tego co mówiła owa niewiasta nie interesowała ją jakaś wielka polityka, czy propagandowa hucpa. Nie interesował jej „język pros testu” czy wsparcie „uciskanych” sędziów Trybunału czy wywalonych z roboty oficerów propanowych niepoprzebieranych za dziennikarzy. Ją interesowało jedynie zadowolenie jej dzieci i dlatego uznała, że jej protest jest ważny. 
Okazuje się, że w czasach natłoku informacji i masowej dywersyfikacji jej źródeł manipulacja jest czymś znacznie prostszym niż w czasach mono-przekazu, bo można ją dostroić do naszych indywidualnych potrzeb, pragnień i poglądów. W tej pozornej kakofonii trafiamy nad podziw często na nuty dedykowane niemal tylko dla nas.
Oto na fejsie pojawiła się strona poparcia dla pana Mariusza Pudzianowskiego w jego wojnie z neo-bolszewicką obłudą politycznej poprawności z tzw. uchodźcami w tle. Strona bardzo szybko zdobyła spore poparcie, po czy twórcy profilu zmienili jego tytuł wyrażający politykę poparcia dla multi-kulti. Aż trudno wyobrazić sobie, że na taką strategię wpadł gimnazjalista albo lewacki popapraniec w rurkach. Ludzie ich wola i profile stali się w tym przypadku wyłącznie nośnikami sprzecznej z ich poglądami propagandy. 
W szkole mojego syna nauczycielki „spontanicznie” postanowiły zrobić dzieciom pogadankę o tzw. hejcie. Ciekawe czy znają sobie sprawę, że są krzewicielkami politycznej poprawności czyli kulturowego marksizmu wyrosłego na bazie wrogiej człowiekowi ideologii? Pewnie nie. On miały tylko dobre intencje, tak jak pani broniąca TVP ABC przed pisowskimi „barbarzyńcami”. 
Do czego prowadzi medialna kakofonia i masowa w niej manipulacja? Ano do tego, że ludzie zamilkną i przestaną w obawie o prowokację lub posądzenie o „myślozbrodnię” wyrażać jakiekolwiek opinie. I o to pewnie chodzi tym, którzy ludzi chcą przemienić w wieprze, a potem dokonać depopulacji tej „biologicznej masy”. Bo przecież na tym etapie już na pewno nie chodzi o to, aby „wszyscy ludzie byli braćmi”.

środa, 10 lutego 2016

A lichwiarze mają niezłą bekę

Największą perfidią jest narzucanie politycznego paradygmatu, w którym ludzie nurzają się jak ryby w wodzie nie zdając sobie sprawy z jej istnienia.
Zasadniczy kwestia polega na tym, że ów program poza swoimi oczywistymi wadami i zaletami ma według mnie jeszcze jeden ukryty cel. Ma on uspokoić globalną lichę i pokazać im, że nie mają interesu w bombardowaniu PiSu, bowiem jest tu wiele jeszcze pieniędzy do zarobienia. Jeśli mam rację, to jest to oczywiście sprytny fortel Kaczora i gra na czas dla umocnienia władzy i budowy szerszych sojuszy. Warto podnosić kołderkę propagandy i gry pozorów. Realna polityka jest brutalna, a znajomość jej prawideł pozbawia sentymentów.

sobota, 6 lutego 2016

Przecz z kundlizmem

Od samego początku kibicowałem rządowi pani Szydło, podobnie jak panu Dudzie w jego drodze do prezydentury. Nikt nie zakładał, że po dojściu do władzy PiSu Polska zmieni się od razu w krainę wiecznej szczęśliwości. Puki co, władze nieźle manewrują statkiem i unikają wielu koralowych raf i min głębinowych stawionych tu i ówdzie. Z irytacją przyjmuję jednak socjalny charakter rządowej polityki. PiS zdaje się sypać cukierkami, których nie ma. Mam nadzieję, że to jednak taktyka, a nie strategia. Potrzebna jest niemal od zaraz strategia szybkiego wzrostu, który można osiągnąć tylko poprzez zdecydowane podniesienie koniunktury gospodarczej. Bowiem bez alternatywnych działań względem całego systemu redystrybucji publicznej kasy (zwanego unijnymi funduszami) nie będzie realnego rozwoju, bo nie po to są te fundusze. Wszystkie polityki rozwojowe rządu oparte są na redystrybucji pieniędzy. Jest tak, że to nie są plany rozwoju, tylko plany pozyskiwania i "przetrwaniania" kasy podatników, która w praktyce jest cholernie droga i nieefektywny. Jednak aby wywołać realne mechanizmy wzrostu potrzeba realnej zmiany paradygmatu i w praktyce odejścia od dławiących nasz rynek, a często nam narzuconych regulacji. Wiele można zrobić także na poziomie lokalnym. Tak jak wielkie projekty biznesowe nie powstają na ogół w branżach opanowanych przez korporacje, lecz tuż obok, tak samo rząd powinien pozostawić wolną rękę przedsiębiorcom w kreowaniu nowych produktów i usług wypierających zewnętrzną konkrecję z polskiego rynku i pozwalających na eksport nowych dóbr. Powinien nadejść czas bycia „sprytnym” i to nie w sposób zadekretowany, ale oddolnie i wcale nie z patriotycznych pobudek, ale z chęci indywidualnego zysku obywateli.
Tymczasem rząd wydaje się być w kwestiach gospodarczych rządem kontynuacji, a nie przełomu. Ma dodatkowo tendencję do iście socjalistycznego załatwiania wszystkiego własnymi rękami i za pożyczone pieniądze. Mam głęboką nadzieje, że na prawdziwe reformy przyjdzie czas po okresie utrwalania władzy. Ten czas musi nadejść niezwłocznie, bo zegar tyka w zastraszającym tempie.
Jeśli prawdziwe są pogłoski o tym, że Amerykanom nie tylko udało się odwrócić skłonność Niemców do przyjaźni z Rosjanami, ale także przypomnieć gdzie ich miejsce, to w sensie geopolitycznym rządy PiS dla Amerykanów przestają być potrzebne, a to oznacza utratę ochronnego parasola i że czasu jest naprawdę mało. Trzeba za wszelką cenę przekonywać nową amerykańską administrację (każdą z potencjalnych) o tym, że USA ma interes w wsparciu procesu konsolidacji państw europy środkowej, co będzie skutecznym sposobem na niemieckie tendencje do urywania się z amerykańskiej smyczy. Musimy ich przekonać, że mają w tym interes, a nie prosić o pomoc, bowiem sami ustawiamy się w marginalnej pozycji wioskowego burka kulącego ogon przed każdym kto odważy nam się spojrzeć w oczy. Pora skończyć z dławiącym nasze elity od czasów śmierci Piłsudskiego „kundlizmem”. Propozycja roli „amerykańskiego bezpiecznika” dla Niemiec zabezpieczyłaby w dużej mierze naszą suwerenność i dała czas na trwałą integrację naszego kawałka kontynentu. Ktoś słusznie zaznaczył, że albo Polska będzie liderem, albo nie będzie jej wcale. Bądźmy więc wreszcie liderami tej karawany i przestańmy oglądać się na szczekające psy.