niedziela, 18 grudnia 2016

Panowie w białych kitlach

Ze słynnego krótkometrażowego filmu "Szczurołap" pamiętam dokładnie pierwszą scenę, w której ubrany w biały kitel naukowiec do akwarium wypełnionego wodą wpuścił szczura. Gdy ten dzielnie przebierał łapkami, naukowiec tłumaczył przebieg okrutnego eksperymentu. Według niego szczur wytrzyma dający się określić czas i utonie nie mogąc wydostać się ze "szklanej pułapki". Wystarczy jednak na chwilę w naczyniu umieść drewniany patyk, a potem go zabrać, aby zwierzątko pływało znacznie dłużej w nadziei, że w końcu patyk znów się pojawi. Jeśli zatem chcemy naszego szczura utrzymać przy życiu najdłużej jak się da, a nie możemy zrobić nic innego, to podajmy mu na chwilę kijek. Dajmy cel i nadzieję, aby mógł dalej pływać. Dajemy sens walce.
"Szczurołap" to film stary. Dziś tego typu eksperymenty potraktowane były jako bestialstwo, ale co do zasady, to odnoszę wrażenie, że podobny eksperyment ma właśnie miejsce w naszym kraju. Jeśli ktoś miał do niedawna wątpliwości, jak naprawdę kręci się demokracja i o co w niej chodzi, to po obserwacji wydarzeń ostatnich dni powinien zmienić zdanie. Nie chodzi mi wcale o nieudolne prowokacje i szeptanie do uszu ciżby, że oto owa demokracja jest zagrożona, tylko o sam mechanizm w sensie szerszym. W czasie protestów na kijowskim Majdanie ktoś mądry zadał pytanie jak to się dzieje, że ci ludzie tam przychodzą? Przecież powinni być w pracy, aby zarobić na utrzymanie rodzin. Potem okazało się, że dzienny protest to ściśle wyliczona, wcale nie mała kwota wyrażona w dolarach, a ten kto był sponsorem całego zamieszania realizował znacznie bardziej perfidny plan – patrz wyrafinowany model biznesowy. Z nami problem jest większy, bo Polsza to nie Ukraina choć też jak to powszechnie wiadomo żadna tam zagranica. U nas wybory wygrała jedna partia, więc jeśli nie wchodzi w grę rozłam to takie rozgrzane emocji, aby władzy puściły nerwy i użyła siły, a wtedy będzie dopiero: „aj waj”. 
Jedyne co jest w tej chwili nam najbardziej potrzebne, to spokój i opanowanie i to nie wcale wyłącznie dlatego, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. To co widzimy w mediach i na ulicach stolicy to według mnie wyłącznie efekt desperacji wsuwających kijek naszych „bratnich sojuszników” i ich przebierającej łapkami odsuniętej od koryta lokalnej agentury. Trzeba dać nadzieję na zmianę aby przedłużyć szczurzy żywot, bo nie wiadomo kiedy agentura znów będzie potrzeba. Szóstego stycznia bowiem rządy w USA najprawdopodobniej obejmie „populista i demagog” Trump, więc do tej chwili zarówno niemieckie jak i rosyjskie służby (rzecz jasna postępu) mają czas, aby pobawić się patyczkiem. Potem będzie już „po ptokach”, bo w końcu nowy prezydent USA zapyta po co ta zadyma? Pamiętać należy, że póki co w sensie formalnym niemieckie służby specjalne pozostają pod formalną kontrolą bezpieczniaków USA, więc ile się da ugrać w przeciągu najbliższych kilku dni tak już pozostanie. Potem psia sfora zyska innego pana, czy im się to podoba czy nie i najprawdopodobniej znów zapanuje na jakiś czas cisza.
Co powinien nasz rząd? Jak wspomniałem powinien zachować spokój i konsekwentnie wycinać wszelkie żerowiska na publicznym mieniu, które są także potencjalnym źródłem finansowania „spontanicznych” zadymiarzy. Szczurek bowiem musi mieć świadomość, że nie tylko wybawienie nie przyjdzie, ale w przeciekającym akwarium nie skończy się woda tak szybko, a szklana gładka tafla nie pozwoli wścibić nawet pazurka.
Pytanie tylko, czy szczury zdają sobie sprawę, że celem ich mocodawców jest być może wyłącznie przedłużenie ich agonii? Jeśli nie, to najwyższa pora aby zdali sobie z tego sprawę. Po co się męczyć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak masz ochotę to skomentuj