W pewnej wiosce jest zagroda,
w niej stodoła, chlewik, trzoda.
Za wysokim jej parkanem,
gwar był powstał gdzieś nad ranem.
Wrzask rozpoczął się w kurniku,
gdzie prócz, piskląt, kur bez liku,
żyje kogut złotopióry,
z pyszniej znany swej natury.
Rzecze tedy on do stada:
„Prezydencja nam przypada!
Co tam chlewik i obora,
teraz na nas przyszła pora.
Wcześniej były krowy, świnie,
i dlatego w tej przyczynie,
gdy koń skończył swą kadencję,
kurnik zaczął prezydencję.
Od dziś w całym tym chutorze,
kury rządzą o tej porze,
Ja kunszt władzy im pokarze,
zaniemówią gospodarze.”
Rzekłszy słowa te ptaszyna,
wszedł na płot i piać zaczyna.
Wszak bez tego jego piania.
nikt nie wstanie do śniadania.
Myślą kury: „Słusznie gada,
teraz grzebać nie wypada.
My są władza to nie bajka,
tylko jak tu znosić jajka?”
Kogut bierze kur swych świtę,
gospodarską swą wizytę,
z nimi razem przeprowadza.
Niechaj widzą kto tu władza!
Prócz obory i chlewiku,
zabudowań jest bez liku.
Wszędzie trzeba wszak przed zmrokiem,
spojrzeć gospodarskim spojrzeć okiem.
Mało wszystko te zadania.
Wlazł on przeto do mieszkania,
z gospodarzem radzić będzie,
o nowej w kurniku grzędzie.
„Długo trwają negocjacje,
czas już przecież na kolacje!”
Gwarzą kury tak pospołu.
Z chaty czuć zapach rosołu.
Morał? Pierwsza sprawa:
władza wszak to nie zabawa.
Kto prawdziwą zdobyć stara,
rychło trafi gdzieś do gara.
Głupi tylko w każdej bandzie,
wierzy własnej propagandzie.
Wszak też stare są zwyczaje:
rządzi ten kto późno wstaje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jak masz ochotę to skomentuj